Krytyka Artystyczna

Wpisy

  • sobota, 28 maja 2016
    • Ciało nie tylko niebieskie

       

      Wystawa nosi tytuł „Ciało niebieskie”, jej autorzy to studenci lat I-V należący do pracowni 207. Ponad 20 malarzy pokazuje swoje prace w trzech miejscach na terenie Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu: Galerii za Szkłem, Auli oraz Galerii 207. Tytuł wystawy choć ściśle związany z astronomią, w wielu przypadkach daleko odbiega od tematyki przestrzeni kosmicznej. Studenci niejednokrotnie podeszli do prac bardzo metaforycznie, wystawa jest niezwykle różnorodna, a ilość wystawionych prac robi wrażenie. Można znaleźć tu zarówno całe zestawy obrazów oraz poliptyki, jak i indywidualne realizacje.

      Rozpoczynając od znajdującej się na parterze Galerii za Szkłem, w której zostały zaprezentowane prace Malwiny Domaradzkiej, Saszy Baczyńskiego, Kamili Mierzwińskiej, Urszuli Madery, Hanny Mikołajek oraz Sary Makuch. Po lewej stronie od wejścia widnieje zestaw 5 płócien autorstwa Malwiny Domaradzkiej, w jego skład wchodzi dominujący kwadratowy obraz, jego dwa mniejsze odpowiedniki połączone w dyptyk oraz dwie okrągłe realizacje. Są lapidarne w formie malarskiej, charakteru całej prezentacji dodają kształty podobrazi. Wszystkie spójne kolorystycznie, zachowane w zimnej biało, szaro, błękitnej tonacji. Przedstawiają czaszki zwierzęce, tajemnicze, opatrzone tłem dającym wrażenie głębi, zatapiania się się przedmiotów w głębi obrazu. W przypadku tego zestawu to właśnie element tajemnicy i niepokoju, połączenie elementów biologicznych z abstrakcyjnym tłem, nawiązuje do tego, co we wszechświecie nieznane. Motyw śmierci i kosmosu, są sobie bliskie, wciąż aktualne, to jedne z tych, które nigdy się nie wyczerpią, nigdy nie zostaną do końca zbadane. Kolejno we wnęce galerii znajdują się obrazy Saszy Baszyńskiego, znacząco różniące się od poprzednich. Trzy prace utrzymane w ciemnych tonacjach brązu i szarości z elementami zieleni i błękitu. Są to realizacje abstrakcyjne, choć pozwalają budować skojarzenia z opuszczonymi terenami, skrytymi w mroku pustostanami. W każdym z obrazów, pojawia się mały element jakby wpadającego do pomieszczenia światła. Pierwsza praca nosi tytuł „somebody came”, nie pozostawia on wątpliwości, że do zaciemnionego pomieszczenia światło zostało wpuszczone przez otwarcie drzwi.

      P605131453561

      Malarstwo: Sasza Baczyński.

      fot. Joanna Chlebowska.

      Naprzeciwko oraz na sąsiadującej ścianie, możemy obserwować obrazy Kamili Mierzwińskiej, to zestaw dwóch indywidualnych płócien oraz jednego rozbudowanego poliptyku, na który składa się osiem kwadratowych obrazów w różnej skali. Autorka zachowała wszystkie prace w graficznej formie, przy użyciu czarnego tła oraz ujętych konturowo białych oraz pomarańczowych elementów. Kontury i gdzieniegdzie wypełnione plamą fragmenty tworzą różnorodne biomorficzne kształty. Przypominają obrazy spod mikroskopu, przywołują na myśl nieznane nam formy, są czymś na kształt szkiców z nie do końca poznanych przestrzeni. Następny zestaw autorstwa Urszuli Madery to wierne odzwierciedlenie obrazu księżyca, są tu małe płótna z całym jego wizerunkiem oraz detale jego struktury, jakby fotograficzne zbliżenia. Księżyc jest jedynym ciałem niebieskim na którym człowiek postawił stopę. Podejrzewam, że stąd bierze się najbardziej realistyczny wydźwięk właśnie w tej realizacji. Te niewielkich rozmiarów blejtramy są jak pocztówki z rzeczywistości, zapisy obrazów które doskonale znamy.

      P60513145513_1
      Malarstwo: Urszula Madera.

      fot. Joanna Chlebowska.

      Zupełnie inaczej jest natomiast z kolejnymi pracami należącymi do Hanny Mikołajek, to cykl trzech realizacji malarskich przedstawiających barwne rozmyte płaszczyzny, utrzymane w tonacji zieleni. Mogą kojarzyć się z ogromnymi przybliżeniami fotografii, na których za wszelką cenę chcemy doszukać się tego, co nam znajome, z działaniem, które przenosi realistyczny obraz na granice rozpoznawalności. Tworzy z niego abstrakcję, otwierając możliwości interpretacji. Ostatnim zestawem znajdującym się w Galerii za Szkłem jest realizacja Sary Makuch. Jest ona najbardziej niekonwencjonalna w formie malarskiej: to cykl kawałków płótna różnej wielkości i kształtu, są surowe, minimalistyczne. Dominują bielą, choć każde z nich zawiera niewielki element kolorystyczny, ramkę, okrąg czy nieregularną plamę. Autorka rozbiła swoją instalację malarską na cząsteczki, niektóre bardzo bliskie, kojarzące się z naturą, inne odległe , tajemnicze jak tytułowe ciało niebieskie.

      P60513145609_1

      Malarstwo: Sara Makuch.

      fot. Joanna Chlebowska.

      Druga część wystawy zaprezentowana w Auli i w holu tuż przed nią, składa się z prac: Wiktorii Nowaczyk, Magdy Jaroć, Martyny Kostrzyckiej, Pauliny Saneckiej, Pawła Baśnika, Soni Serafin, Alicji Jaworskiej, Agnieszki Apoznańskiej. Tu moim zdecydowanym faworytem jest cykl obrazów Pauliny Saneckiej. To zestaw, w którym dominuje geometria; to ona nadaje charakter każdej realizacji, poczynając od kształtu samego blejtramu, są to zarówno okrągłe, jak prostokątne płótna. Z okręgiem spotykamy się nie pierwszy i nie ostatni raz podczas zwiedzania wystawy, można więc stwierdzić, że jest jeden z przewodnich elementów „Ciała Niebieskiego”. W pracach malarki intrygujące jest połączenie geometrycznych kształtów z motywem gwieździstego nieba, mroczne i baśniowe. Gwiazdozbiory zdają się być zamknięte w przeróżnych figurach lub abstrakcyjnie nimi poprzecinane, są jak wycięte fragmenty nieba. Pomimo różnorodności zaprezentowanych prac, wszystkie tworzą jedną historię. Kolejnym równie ciekawym dla mnie zestawem są dwa obrazy Agnieszki Apoznańskiej. Ich wspólną cechą jest otaczająca kontrastowe elementy czerń, te tajemnicze krajobrazy ukazują jakby spojrzenie z głębi groty. Pierwszy z nich zachowany w zimnych błękitnych barwach, drugi natomiast w ciepłych czerwonych i pomarańczowych. Przedstawiają dwa różne miejsca lub jedno w obliczu dwóch różnych spojrzeń, oba równie tajemnicze. Ostatni cykl prezentujący zupełnie odmienne spojrzenie na temat przewodni wystawy składa się z prac Soni Serafin. To wierne zbliżenia fragmentów ciała, zachowane w realistycznej kolorystyce. Kolejny raz pojawia się tu kolisty kształt płócien, trafnie połączony z tematem realizacji malarskiej, okrągły blejtram mocno nawiązuje do cielesności. Obserwowanie tych obrazów to jak badanie ciała, oglądanie go przez lupę i choć nie jest to ono dla nas tak odległe jak „ciało niebieskie”, w tym obliczu wygląda wyjątkowo zaskakująco.

      Beztytuu_1

      Malarstwo: Agnieszka Apoznańska.

      fot. Joanna Chlebowska.

      Beztytuu23

      Malarstwo: Paulina Sanecka.

      fot. Joanna Chlebowska.

      Wystawa „Ciało niebieskie” to obfitujące w realizacje młodych malarzy wydarzenie, nie sposób wiernie przeanalizować, każde z zaprezentowanych tutaj dzieł. Nie pozostawia natomiast wątpliwości, że można tu zobaczyć naprawdę wiele ciekawych realizacji. Całe wydarzenie, choć bardzo różnorodne, pokazujące wiele niekonwencjonalnych spojrzeń na jeden temat, nie stało się przez to mniej spójne. Ten przegląd prac wielu utalentowanych młodych ludzi spotykających się i działających w obrębie jednej pracowni, to dowód na to jak wysoki poziom prezentują studenci malarstwa, oraz na to, że wiele indywidualności zebranych podczas jednego wydarzenia może dać naprawdę zaskakujący efekt.

       

      Joanna Chlebowska

      Beztytuu2

      Malarstwo: Sonia Serafin.

      fot. Joanna Chlebowska.

       

       

      Wystawa studentów pracowni malarskiej 207, pt. „Ciało niebieskie”.

      Wernisaż wystawy: 11.05.2016

      ASP Wrocław, Plac Polski 3/4 (Aula, Galeria za Szkłem, Galeria 207)

       

      Bibliografia:

      1. http://www.asp.wroc.pl/?module=News&controller=Read&action=news&id=10246

      2. https://www.facebook.com/Agnieszka-Apozna%C5%84ska-1718229965065286/?fref=ts

      3. https://www.facebook.com/saneckaart/?fref=ts

         

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      sobota, 28 maja 2016 21:34
    • "Mediacja sztuki"

      Zbitka tych dwóch wyrazów powoduje dziwne reakcje wśród codziennych bywalców gmachu wrocławskiego ASP. Jako studentka drugiego roku, owego kierunku widzę, iż powody są jasne, ludzkie, określiłabym je jako typowe. Brak poznania sytuacji z bliska rodzi niepewne, bezradnie utrwalane opinie, które krążą uparcie (stereotypy). Gdy startowałam na Mediacje, chętnych było mniej niż miejsc. Teraz cieszę się szczerze, pisząc kolejne zdania z całkowicie nowym bagażem doświadczeń. Czuję jak bardzo ukształtowało mnie kilkanaście prężnych miesięcy. Dni po brzegi wypełnione pracą mijają bezpowrotnie, błyskawicznie, uczymy się dystansu by móc obiektywnie spojrzeć na faktyczny stan rozwoju. Patrząc wstecz otrzymaliśmy szeroką paletę propozycji zanurzenia się w świat sztuki. Wspominam godziny spędzone nad graficznymi matrycami, kolejnymi fotografiami, recenzjami i tekstami krytycznymi, efektami prac dojrzałych artystów, a to wszystko pod okiem pasjonatów i profesjonalistów. Mediacja nie da Ci gotowej odpowiedzi na to kim jesteś. Twoim zadaniem jest samemu znaleźć sobie drogę do tego nurtującego nas wszystkich zagadnienia, natomiast możliwości i sposobów rozwiązań jest tu cała gama. Nie przedłużając już sentymentalnego słowa wstępu chciałam zwrócić uwagę na fakt pisanej przeze mnie „ recenzji”. Chcę przyznać, że jest to jedna z najtrudniejszych, penetrowanych prze ze mnie sztuk. Absolwentka szkoły muzycznej nigdy nie miała zbyt wiele czasu na konstruowanie tekstów. Krytyka artystyczna jest dla mnie skokiem na głęboką wodę. W każdej dziedzinie sztuki celem jest potwierdzenie postawionej tezy. Nie ważne czy malujesz, rysujesz, czy dobierasz słowa, istota i cel są spójne, to pomogła zrozumieć mi Mediacja za sprawą wielu kreatywnych warsztatów i spotkań z uznanymi osobistościami. W niniejszej pracy chciałam skupić się na pewnej niezwykłej ekspozycji, która wydała mi się metaforycznym odzwierciedleniem skromnego kierunku, katedry dawnej edukacji artystycznej.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      sobota, 28 maja 2016 15:43
  • wtorek, 24 maja 2016
    • Z tej przestrzeni wyłaniają się szepty!

       

      Galeria M Odwach zaproponowała nam wystawę artystki niebanalnej i jej równie niezwykłych prac, którą mogliśmy oglądać na wernisażu w dniu 14 maja 2016 roku.

       

      Urszula Wilk wystawiła na pokaz swój "Prywatny obszar chronionego krajobrazu". Dzięki temu dotykamy rzeczy niemal świętej - prywatności. Zagłębiamy się w obszar myśli i uczuć artystki, która prowokuje tytułem, mówiąc jednocześnie "Tak. Przyjdźcie. Czekam na Was." I oto tak zachęcona jak i większość uczestników wernisażu przyszłam, by zobaczyć tę "prywatność"; by móc poddać ją mojej ocenie i jednocześnie odczytać opinie ludzi z emocji malujących się na ich twarzach. Dotknąć i doświadczyć osobiście.

       

      Wystawa ta składała się z serii prac, które zaaranżowane w pojedynczych ekspozycjach lub tworząc mozaikowy wzór, gospodarują całą przestrzeń galerii.

       

       

      IMGP5787            Urszula Wilk na tle swoich prac, fot. Patrycja Budzyk.

       

       

      Krajobraz, który ukazuje się naszym oczom jest rozległy jak przestrzenie oceanów. Nie mamy do czynienia z malutkim prywatnym terenem tylko z gigantycznym obszarem, który zdaje się nie kończyć. Każdy odbiorca odkryje coś dla siebie, utknie w jakimś nieznanym, małym kawałku i zbada go na swój własny sposób. Rozważy i oceni. Wówczas teren ten pozostanie zbadany i niezbadany jednocześnie. Przestrzeń artystki, która otacza nas, w jakiś sposób napiera na odbiorców. Chociaż została ona ujawniona nie jesteśmy w stanie odkryć jej całej.

       

       

      DSC03428_inter              Fot. Klaudia Baśko.

       

      Natura od zarania dziejów była miejscem artystów - zwłaszcza malarzy. Nawet w sztuce awangardowej XX wieku, gdzie jej formy znacznie odbiegają od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni. W wielu pracach znajdziemy nawiązania do natury. Jesteśmy jej częścią, więc jest tematem, o który ociera się każdy artysta. To w niej odnajdujemy siłę i moc twórczą. Urszula Wilk nie nawiązała do natury jako próby zrozumienia rządzących ludźmi praw, cyklu życia i śmierci. Zespoliła się z jej motywem, ale mimo tego nie uczyniła z niej obiektu swoich rozważań ani cząstki siebie. Natura stała się całą wypowiedzią artystyczną artystki, nie jedynie fragmentem czy nawiązaniem. Odnalazła ją w sobie, a ta wypełniła przestrzeń jej prywatnego krajobrazu, który wydaje się nie kończyć.

       

      Nieskończoność to istotny motyw na jaki powołuje się artystka. Jest ciekawa w jaki sposób przejawia się pewna idea i zamysł, które są zamknięte w skończonej formie obrazu jakim jest papier, blejtram. Nienamacalny temat, który próbuje przedstawić za pomocą czegoś, co jesteśmy w stanie wyczuć, rozpoznać jak np. farby. Zastanawia się czy obraz już namalowany może dalej ewoluować.

       

      Swoje rozważania autorka prac ukazuje za pomocą ulotnych form jakie przybierają jej prace. Namalowane elementy przenikają się, nacierają na siebie i nachodzą. Dostrzeżemy  wyraźne ich zaznaczenie kształtu, czasem płynące jak woda, czasem ostre i ucinające jak powietrze. Zdają się być jak osobne formy życia. Przepływają między sobą i wychodząc poza kontur, rozpływają się i na powrót pojawiają - nieustanny cykl życia. Cechy te nadają tym pracom żywotności i upodabniają je do enigmatycznego, żyjącego stworzenia.

       

      Akwarela, której ulotność doceniło wiele wybitnych artystów, najwierniej odwzorowuje to płynące życie - tak obecne i wynurzające się z krajobrazu Urszuli Wilk. Artystka zapytana o swoje prace nazywa je "roboczymi" i "modułowymi" - Każdy z elementów jest zmienny w stosunku do siebie. - mówi.

       

       

      IMGP5800_inter                                         Fot. Patrycja Budzyk.

       

       

      DSC03424                      Fot. Patrycja Budzyk.

       

      W krajobrazie artystki nie mogło zabraknąć środków, które tak pięknie i dosłownie opisują pulsujące życiem piękno. Formy wody i powietrza, w których życie z łatwością przepływa i co przejrzystość akwareli idealnie oddała. Pełne sprzeczności żywioły - jednocześnie szybkie, energiczne jak i flegmatyczne.

       

      Cykle prac, które zaistniały w obszarze galerii zostały zatytułowane przez autorkę szeptami : "Szepty na wodzie" i "Szepty na wietrze", swoją strukturą przypominają barwny atrament rozlany na powierzchni wody oraz plamy roztarte przez wiatr. Wylewająca się z owego krajobrazu płynność tych modułów jest tak wyraźna, że niemal słyszymy ich szepty.

       

      Jak bardzo przemawiają do odbiorców te prace, możemy zaobserwować śledząc losy artystki. Jej obrazy bowiem zwyciężyły na zeszłorocznym Międzynarodowym Biennale Akwareli w Shenzen w Chinach. Być może jury usłyszało ich szepty i zostało nimi oczarowane czy nawet zaczarowane.

       

      DSC03425_inter                                "Szepty na wodzie", fot. Klaudia Baśko.

       

       

      szepty_wiatr_inter                                "Szepty na wietrze", fot. Patrycja Budzyk.

       

      Czym więc jest wspomniana nieskończoność, którą tak subtelnie podkreśla autorka? Według mnie to te wychodzące z konturów formy, które swoją żywotność przejawiają w szeptach. Jeżeli to pewna forma życia, którą wtłoczyła w ramy artystka, może jest ona odpowiedzią na nieskończoność w skończonym dziele i ciągłe ewoluowanie, o które zapytałam wcześniej?

       

      Niewątpliwe jest to, że każdy kto miał styczność z wystawą, dotknął struny prywatności artystki. Tak jak naturę trzeba chronić i obejmować tą ochroną obszary najbogatsze, tak też się ma w przypadku naszych własnych wewnętrznych przestrzeni. I chociaż każdy z nas ma w sobie taki prywatny krajobraz to na uwagę zasługują ci , którzy otwierają jego bramy przed obcymi.

       

      Prace będzie można jeszcze oglądać do 24 maja 2016 roku. Może warto wstąpić do galerii i posłuchać szeptów wylewających się z "Prywatnego obszaru chronionego krajobrazu" Urszuli Wilk?

       

                                                                                                                                                           

       

             Klaudia Baśko

       

       

       

       

      Wystawa Urszuli Wilk "Mój prywatny obszar chronionego Krajobrazu" w Galerii M Odwach.

      Wernisaż  14.05.2016 r. godz. 20:00

      Czas trwania wystawy: 14.05 - 24.05.2016 r.

       

       

       

      Bibliografia:

       

       

      http://galeriam.com/wystawy/moj-prywatny-obszar-chronioneg

      http://galeriam.com/artysci/urszula-wilk/o-krajobrazu/

      http://galeriam.com/urszula-wilk-zwyciezczynia-biennale-akwareli-w-shenzhen/

      http://www.shenzhenbiennial.com/

      Rozmowa przeprowadzona z Urszulą Wilk w dniu wernisażu 14.05. 2016 r.

      Broszura dołączona do wystawy.

      Fotografie autorstwa Klaudii Baśko i Patrycji Budzyk.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 14:16
    • OTACZAJĄ MNIE BOGINIE

       

      W galerii DIA na ul. Chrobrego  od 14 maja do 5 czerwca 2016 roku można oglądać niezwykłą wystawę, zatytułowaną "Madonny. Kobiety, matki, boginie." , której autorką jest Ewa Podleś, absolwentka wrocławskiego ASP na wydziale Ceramiki i Szkła.

       

      Artystka zaprezentowała prace, które skłoniły mnie do rozważań nad zagadnieniem jakim jest spektrum całej kobiecości.  Bardzo często w sztuce, gdzie króluje największa swoboda, spotykamy się z próbą pokazania tego tematu z różnych stron. Nieobce nam również zestawienie kobiety w roli matki i swoistej bogini ogniska domowego. Zdaje się, że są to naturalne archetypiczne role, w które wpasowuje się całe pojęcie kobiecości.

       

      Sam tytuł nadaje sens artystycznej wypowiedzi autorki i ukierunkowuje spojrzenie artystki na świat wyrażone w jej obrazach. Kolejność nie wydaje się być przypadkowym zestawieniem bez znaczenia i nieumyślnym przesłaniem.

       

      Madonna. Można by powiedzieć motyw stary jak świat. Właściwie jak chrześcijaństwo.  Kobieta wyniesiona na piedestał ponad innymi jako Matka Boga. Można by pójść jeszcze dalej. Motyw Matki Bogini. Obecny w każdej starożytnej kulturze przedchrześcijańskiej -  symbol życia. Kobieta była jej cielesnym usposobieniem. Matką boginią była ziemią, która obradzała i żywiła swe dzieci, przy czym  była również śmiercią. Tak dzięki niej zataczał się naturalny cykl życia, śmierci i ponownych narodzin.

       

      Hans Baldung ukazał cykl życia kobiety w swoim obrazie " Siedem etapów życia kobiety." Każda z postaci, które ukazuje malarz przenikają się wzajemnie. Najstarsza z kobiet, schowana za pozostałymi zdaje się kierować  ku pierwszej postaci - dziecku.  Jest tą, która czeka na ponowne odrodzenie.

       

      "Madonna w sztuce jest klasycznym tematem. Moje Madonny nie są święte.  To kobiety, którymi się otaczam. Madonny  z codzienności", - mówi Ewa Podleś.

       

       

      DSC03397_inter2                          Fot, Klaudia Baśko.

       

      Kobiety nie będące świętymi, ale  nie pozbawione są też tej naturalnej świętości, która je otacza. Czy dzieje się tak przez zastosowanie złota, dzięki czemu obrazy można porównać do dzieł Klimta? Odziane w złoto bohaterki zyskały charakter świętości.  Niewątpliwie stykając się z tymi pracami odnoszę wrażenie, że dotykam pewnego sacrum, elementu pobożnej czci.

       

      Madonna to słowo definiujące kobietę, matkę i boginię w jednym. Trzy kobiety w jednej osobie. Jak w obrazie Leonarda da Vinci "Anna Samotrzecia" - trzy postaci będące tak naprawdę jednością, złączone nierozerwalnie linią ołówka/pędzla, i zespolone łączącą je więzią.

       

      Zapytana artystka, czym inspirowała się tworząc wystawę, odpowiedziała: "To są kobiety z mojej- naszej codzienności. Każda kobieta. Chciałam namalować je cierpiące, skrzywdzone w jakiś sposób, ale one nie chciały się  takie namalować. Wyszły kobiety silne."

       

      Stały się kobietami natchnionymi. Emanują mocą twórczą i blaskiem wewnętrznej siły. Każda z przedstawionych kobiet jest inna . Inny też jest problem, z którym się zmaga, a z którym wygrywa, dzięki tej sile. Wychodzą z dżungli chaosu nam na spotkanie, by opowiedzieć swoją historię z uśmiechem na twarzy , którą  będziemy musieli przełknąć, nieważne jak straszna by była.

       

       

       

      DSC03406_inter2                          Fot, Klaudia Baśko.

       

      Artystka zawiera słowo w swych obrazach. Jest ono utkane i wraz z wizualną stroną obrazu tworzą wspólną całość.  Poezja, komiks, mapy, muzyka, kolorowe gazety - wszystkie te dziedziny stały się tematami rozważań artystki. Są jednocześnie przypisaną, tym portretom kobiet, cechą  charakterystyczną. Jak chociażby kolorowe czasopisma w koralach czy fragment poezji w miejscu serca. Zastosowanie takiego zabiegu zdaje się mieć  charakter symboliczny. Możliwe, że mają przybliżyć sytuację i samą osobę uwiecznioną na obrazie.

       

      W pracy reklamującej wystawę  jest kobieta uwięziona pod kloszem. Jej szyję  otacza koronka z literatury, a ubrana została w złoto. Być może jej postać jest krzykiem kobiety próbującej zrzucić  okowy, którymi są standardy i reguły rządzące światem elit społecznych . Ma wyniosły wyraz twarzy i patrzy na nas z półprofilu, lekko nieufnie - jakby nie wierzyła światu i temu co ją otacza.

       

       

       DSC03405_inter                           Fot, Klaudia Baśko.

       

      Kobieta w  obrazach Ewy Podleś zajmuje  pierwszorzędne miejsce. To ona najbardziej przykuwa uwagę, a tło stanowi tylko jej barwną podporę. Jest ono monochromatyczne i  czyni to z niego powłokę ochronną, która zatrzymuje tę ulotność danej sytuacji, twarzy - jej rysów i zmienności. Jest także uwypukleniem tej stateczności ram w jakie został zamknięty nietrwały powiew kobiecości.  Tylko słowo i skóra jest treściwa,  zachowana  w  kolorach brązu, jak idealny odlew zestawiony z  mało znaczącymi elementami dalszej sylwetki.  Skóra i twarz są wykonane z gipsu naniesionego na płótno. Twarze tak dokładne i realistyczne przywodzą na myśl dzieło renesansowego mistrza. Jakby mogły stanąć obok nas i nawiązać z nami dialog.

       

       

      DSC03419                            Fot, Klaudia Baśko.

       

      Czym więc jesteśmy? Boginiami? Matkami? Kobietami?  Na te pytania odpowiedź przyjdzie indywidualnie do każdej z nas. Po cichu. Bez wypowiadania na głos. Autorka pokazuje nam te kobiety, które już znalazły odpowiedź. Wymieniła je nawet z nazwy:  matki, boginie.

       

      Z początku zdajemy się kształtować siebie. Jesteśmy adeptkami życia, którymi nadana została nazwa: Kobiety. Z czasem zmienia się nasza rola. Dorastamy, by stać się mentalnymi matkami. Ucząc się same zostawiamy po sobie ślad, w miejscu w którym byłyśmy. Nasze słowa i myśli nabierają wewnętrznej siły. Dowiadujemy się, że tak naprawdę siła duszy czyni z nas istoty niezniszczalne. W tej nieśmiertelności kobieta staje się boginią. Bo chociaż ciało niszczeje jej ślad zostaje na zawsze. Ktoś na pewno kiedyś z niego skorzysta.  Śladem artystki jest jej własna twórczość, w cyklu który zaprezentowała.

       

      "Sztuka jest niezwykle ważna, bo upamiętnia pory roku duszy albo szczególne lub tragiczne wydarzenia w podróży duchowej. Sztuka nie jest po prostu dla nas, jest nie tylko wyznacznikiem wglądu w głąb rzeczy. Jest to także mapa dla tych, którzy pójdą naszym śladem. " - pisze Calarissa Pinkola Estes w książce "Biegnąca z wilkami".

       

      Stajemy się rodzicielkami swoich dzieł sztuki. Swoich wypracowanych  i przy tym twórczych elementów życia.  Czy więc Madonny to czasem nie najzwyczajniej kobiety uświęcone, będące matkami, które rodząc swe wewnętrzne dzieci, stają się boginiami własnego życia?

       

       

       

      Klaudia Baśko

       

       

       

      Wystawa Ewy Podleś "Madonny. Kobiety, matki, boginie."  w Galerii DIA ul. Chrobrego, Wrocław

      Wernisaż  14.05.2016 r. godz. 19:00

      Czas trwania wystawy: 14.05-5.06. 2016 r.

       

       

       

       

      Bibliografia:

      Calarissa Pinkola Estes  "Biegnąc a z wilkami".

      http://www.evapodlesart.com/

      Rozmowa przeprowadzona z Ewą Podleś w dniu wernisażu 14.05. 2016 r.

      Broszura dołączona do wystawy.

      Dzieło Leonarda da Vinci "Anna Samotrzeć".

      Dzieło Hansa Baldunga " Siedem etapów życia kobiety".

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 13:36
    • "On nie chronił wzroku"

       

      swierzy_waldemar_bhp_on_nie_chronil_wzroku_b

      Waledemar Świerzy „On nie chronił wzroku- BHP” , 1959.

      Polska szkoła plakatu to zjawisko na skalę światową, jej twórcy to indywidualiści, bez skrępowania działający na polu sztuki. Nie poddawali się ówczesnej komercjalizacji dzięki czemu plakat polski stał się odrębną kategorią, niezwiązaną z wymogami sztuki reklamy wizualnej. W czasach PRLu autonomiczność plakacistów i ich nieskrępowana twórczość stała się źródłem rozważań na temat sensu istnienia sztuki plakatu, w sytuacji gdy zatraciła ona swoją podstawową funkcją- reklamową. Artyści, poza projektami związanymi z filmem, muzyką czy teatrem, często pracowali na zlecenie instytucji państwowych, przede wszystkim Instytucji Ochrony Pracy. Właśnie plakat BHP podsycał propagandę, kontynuował myśl socjalistyczną.

      Waldemar Świerzy to wybitny przedstawiciel polskiej szkoły plakatu, ma na swoim koncie wiele prac o tematyce społecznej. Lata sześćdziesiąte XX w., obfite w realizacje związane z bezpieczeństwem pracy, Świerzy otwiera plakatem pt. „On nie chronił wzroku”. Grafika składa się z dwóch części, elementem znajdującym się w górnej części plakatu są ogromne oczy, skupiające pierwsze spojrzenie odbiorcy, ich hipnotyzujący charakter ma na celu wywołanie refleksji, zastanowienia się na nad konsekwencjami nieostrożnej pracy i ceną jaką robotnik może zapłacić za nieprzestrzeganie zasad. Kolejnym elementem jest niewielkich rozmiarów schematyczna postać z białą laską. Przedstawiona w minimalistyczny sposób sylwetka osoby niewidomej została zwieńczona komentarzem: „On nie chronił wzroku”, który jednocześnie tworzy główne hasło tej realizacji. Ostatnią składowa plakatu jest żółta ramka pełniąca funkcję instrukcji i ostrzeżenia, przedstawia trzy sytuacje w których należy zachować szczególną ostrożność oraz trzy rodzaje okularów ochronnych, których pracownik ma obowiązek użyć.

      Plakat Świerzego należy do szerokiego grona twórczości zwanej: „Reklamą zdrowego rozsądku”, ten typ plakatu stał się integralną częścią propagandy społecznej PRLu. Artysta zawarł w grafice kilka poziomów interpretacji: sentymentalny, pouczający, instruujący oraz ostrzegający. Bez wątpienia projekt Waldemara Świerzego jest częścią plakatowej propagandy lat sześćdziesiątych, spełnia on większość ogólno przyjętych ówcześnie zasad plakatów ostrzegawczych.  Skupia uwagę robotnika, przekierowuje ją na zawartą w nim treść. Niezwykle bezpośrednią i prostą odbiorze, zarazem integralną z towarzyszącą mu grafiką. Przedstawiony obraz utrzymany jest w bardzo poważnym charakterze, wręcz fatalistycznym. Mimo pozbawienia go brutalności, pozostawia otoczkę grozy. Kogo nie przeraża utracenie wzroku na skutek nieostrożnej pracy? To zupełnie świadomy zabieg. Pod domniemaną troską o pracownika kryje się szereg nakazów, wymogów posłuszeństwa oraz obrazów kultu pracy. Podstawowym wymogiem ciążącym na twórcach plakatów bezpieczeństwa pracy, było przerysowanie danej sytuacji, wyolbrzymienie jej konsekwencji, stąd większość prac balansuje na granicy śmieszności. Humorystyczny wydźwięk stał się całkowicie klarowny dopiero dla późniejszych pokoleń,  ówczesne slogany miały być odbierane nadzwyczaj poważnie. Były kierowane do robotników, ich forma nie mogła być zbyt rozbudowana by nie zakłóciła najważniejszych treści, przekazanych bez zbędnych ozdobników, często w formie najprostszych zdań.

      Wszystkie te elementy składają się na gorzki obraz tamtych czasów. Złudna troska o pracownika, nierówne traktowanie najniższych klas społecznych , to kryje się pod hasłami które dziś u każdego wywołują uśmiech: „Precz z brudnym palcem od oka”, „Do tańca wysokie, do pracy niskie obcasy”, „Nowo zatrudnionym zaopiekuj się” czy „Ptak ma skrzydła – a Ty?”, wyraźnie pokazują stosunek do pracownika, umniejszanie jego inteligencji i sprowadzanie do roli maszyny niezdolnej do własnych przemyśleń. Dziś modne, zabawne, dobrze sprzedające się slogany PRLu to zapis tej smutnej rzeczywistości, której daleko było do żartu.

       

      Tekst: Joanna Chlebowska

      Bibliografia:

      1. http://culture.pl/pl/artykul/polska-szkola-plakatu
      2. http://culture.pl/pl/tworca/waldemar-swierzy
      3. http://www.poster.pl/poster/swierzy_waldemar_bhp_on_nie_chronil_wzroku
      4. http://www.historiadizajnu.pl/historia/reklama-zdrowego-rozsadku-polski-plakat-bezpieczenstwa-pracy/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 13:06

Kalendarz

Maj 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny