Krytyka Artystyczna

Wpisy

  • niedziela, 20 listopada 2016
    • 1,2,3, ∞

      Wydawało nam się, że wszystko zaczniemy od nowa, znana forma "tabula rasa" jest możliwa. Nie jest możliwa i przede wszystkim dużo żeśmy zmarnowali czasu przez swoją naiwność - i przez swoją nawet może lekkomyślność, żeby nie powiedzieć: głupotę - że zaczniemy wszystko od nowa. To były pojęcia  dotyczące również zmian politycznych, systemowych itd. To była ta wiara w nowego człowieka. Człowiek, na szczęście, nowy może nie istnieje, może coraz mniej jest człowiekiem. A nowym? Przestańmy marzyć o nowym. Jeżeli były takie idee, to one się źle kończyły i często były ideami faszyzującymi.

      Tak o czasach "odwilży" po panowaniu władzy stalinowskiej mówił Roman Opałka w wywiadzie z 2008 roku. Tymczasem życiowy projekt artysty realizowany od roku 1965 zakładał właśnie rodzaj permanentnego zapełniania czystej karty, wprawdzie nie "wytworami nastających nowych czasów", ale przez dopisywanie kolejnych cyfr do obrazu będącego zapisem bytu na ziemi  konkretnego człowieka.

      Jako Polak urodzony we Francji w 1931 roku, Roman Opałka podczas II wojny światowej przebywał w Niemczech, po jej skończeniu wrócił do Francji, a w 1946 został repatriowany do Polski. Tam studiował na ASP w Łodzi i Warszawie. W roku 1977 wyjechał z Polski i zamieszkał już na stałe we Francji. Dojrzewał jako artysta pomiędzy ideologią komunistyczną i faszystowską, co wpłynęło na ukształtowanie się odrębnego stylu w jego twórczości.  Zmarł w 2011 roku w Rzymie.

      Po eksperymentach w malarstwie, rysunku, grafice czy pracach przestrzennych, dla których charakterystyczna była duża rytmiczność podziałów, monochromatyczność i oszczędność środków wyrazu, w 1965 roku, czyli dwadzieścia lat od zaczęcia studiów, Opałka przyjął zasadę progresywnego, systematycznego zapisu, która zdeterminowała i zawęziła jego sztukę do jednego tylko projektu.

             "Roman Opałka, zdjęcie z archiwum artysty, żródło: http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/roman-opalka-2-zdjecie-z-archiwum-artysty/.

      "Obrazy liczone", inaczej "OPAŁKA 1965/1 – ∞"  to cykl płócien, tzw. "Detali", na których Opałka zapisywał następujące po sobie liczby. Początkowo białą farbą, na czarnym tle, a od 1972 roku na tle  rozjaśnianym o 1 procent w każdym kolejnym obrazie, tak aby docelowo liczby zlały się z tłem w biel. Z czasem projekt został poszerzony o zdjęcia zmieniającej się z upływem czasu twarzy autora oraz zapis dźwiękowy momentów, w których kreśląc cyfry wypowiada na głos ich nazwy. Całość  wystawiana w przestrzeniach galerii tworzyła rodzaj sztuki environment. Na ostatnim obrazie znalazła się liczba powyżej 5,2 miliona, nie doszło przy tym do uzyskania całkowitej bieli.

      Wystawa Romana Opałki w Galerii Narodowej w Berlinie, 1994, z archiwum Art Stations Foundation, źródło: http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/wystawa-romana-opalki-w-galerii-narodowej-w-berlinie-1994-1/.

      Koncepcja związania autora z dziełem przez regularną manifestację swojej obecności miała znosić granicę między sztuką i życiem. Artysta dystansował się w swojej postawie w pewnym sensie do sztuki i do świata zarazem, odchodząc w stronę konceptu, scalenia całej swojej uwagi i pojęcia czasu w jedno, z dozgonnym poświęceniem. Przez to, że był obywatelem świata bardziej niż konkretnego kraju, nie rozważał problemów "podrzędnych", nie proponował nowych rozwiązań na czyszczącej się w tym czasie od wpływów politycznych płaszczyźnie sztuki europejskiej. Myślał o sztuce bez kontekstów strategiczno-komercjalnych jako samodzielny kosmopolita tworząc dzieło życia. Odnosił się do tematu przemijania w formie na tyle uniwersalistycznej, że nie tworzył "nowego człowieka", za to w nowy sposób zaczął odpowiadać na swój "własny konkurs", w którym mierzył się sam ze sobą z towarzyszącym hasłem memento mori - pamiętaj o śmierci. Ten dystans i jednocześnie paradoks "życia mówieniem o śmierci" daje się odczuwać w monochromatyczności języka plastycznego, rytmie wyliczanych liczb, a także w wypowiedziach.

      Jak ja zacząłem, byłem względnie jeszcze młodym człowiekiem, później to się kończy pewnym rozczarowaniem; ja to rozczarowanie jakby wyprzedzam, to jest paradoks, ja jestem już jakby w tym rozczarowaniu i zarazem w czarowaniu tego rozczarowania. Jest to odniesienie się do tego, że nic wielkiego nie stworzę, ta świadomość, że nic wielkiego nie stworzę – a tworzę dzieło, którego nikt jeszcze nie stworzył. (...) Robię coś najmniejszego, najskromniejszego, co staje się może jedyną możliwą wartością dzisiaj, przynajmniej w sztuce.

      Lata sześćdziesiąte w sztuce to odchodzenie od kompozycji przedstawiających w malarstwie, które skupiało się na grze geometrycznych form, linii, poszukiwaniach w kolorze, minimalistycznych podziałach płaszczyzn oraz różne formy realizmu nie-socjalistycznego. Rzeźba wykorzystywała motywy cielesne nawiązując do wątków egzystencjalnych, przedmiotami sztuki operowano w sposób krytyczny, rozwijała się sztuka akcji, przestrzeni, ciała. Opałka na tym tle pozostaje jednym z najoryginalniejszych ówczesnych twórców, przez stworzenie indywidualnego programu działania na całe życie i zmaganie się z nim, przez ponad czterdzieści lat. Ukazuje światu tylko kolejne etapy, przewidywalnego zjawiska. Procesualne dzieło Opałki zmierzające do "białego na białym" stanowi w jakimś sensie rozwinięcie suprematyzmu Kazimierza Malewicza dążącego do maksymalnego zredukowana środków wyrazu. Nie zamyka się jednak w ramach obrazu. Czas jest wizualizowany, a obraz konceptualizowany, przylega do życia twórcy równolegle.

      "Obrazy liczone" Romana Opałki tworzą zjawisko, w którym autor permanentnie trwa jako część dzieła zmierzającego ku śmierci, dlatego też nieuchronnie tkwi w niekończącej się tautologii. Narodziny, będąc i tak wyrokiem śmierci dla każdego, w postawie afirmacyjnej określają życie jako zadanie do spełnienia. W pracy Opałki jednak "zanikanie" staje się dziełem i budzi skojarzenie z umieralnią, do której nikt nie chce wchodzić, wówczas, kładąc na szali poświęcenie autora, można zwrócić się w stronę zgodnego pojmwania istnienia.

      Trudno przeprowadzić granicę między sztuką i życiem samego Romana Opałki, który zostaje wciągnięty w zarzewie interpretacji. Wydaje się, że wybór między "żyć by żyć" i "żyć by umrzeć" stanowi jedyne kryterium w patrzeniu na cykl "OPAŁKA 1965/1 – ∞".

       

       

       

      Jagoda Kozon

       

       

      Bibliografia:

      1. Piotrowski P., Awangarda w cieniu Jałty, Wydawnictwo REBIS, Poznań 2005, ISBN 83-7301-422-5.
      2. Roman Opałka, [online] [dostęp: 09.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://culture.pl/pl/tworca/roman-opalka >.
      3. Roman Opałka opowiada o swojej twórczości [online] [dostęp: 09.09.2016]. Dostępny World Wide Web <http://ninateka.pl/audio/roman-opalka-opowiada-o-swojej-tworczosci>.
      4. Roman Opałka, zdjęcie z archiwum artysty [online] [dostęp: 12.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/roman-opalka-2-zdjecie-z-archiwum-artysty/> .
      5. Wystawa Romana Opałki w Galerii Narodowej w Berlinie, 1994, z archiwum Art Stations Foundation [online] [dostęp: 12.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/wystawa-romana-opalki-w-galerii-narodowej-w-berlinie-1994-1/>.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 listopada 2016 21:04
  • wtorek, 11 października 2016
    • Kim jest Asymetryczna Dama?

      We wrocławskim Centrum Kultury Zamek zobaczyć można wystawę Stanisława Ignacego Witkiewicza. Choć artysta ten jest wszystkim znany, wciąż odkrywamy jego nowe oblicza. Wydarzenia towarzyszące wystawie jak wykłady, spektakle czy filmy pomogą bliżej poznać tego wybitnego twórcę. Program potrwa do końca października 2016 roku.

       

      w11                                                            fot. L. Siwek.                                                                                         

       

      Muza Witkiewicza Eugenia Wyszomirska była w rzeczywistości bardzo podobna do jego utraconej w przeszłości narzeczonej, która popełniła samobójstwo. Artysta po raz pierwszy zobaczył Eugenię, gdy spacerowała wraz z ciotką po Warszawie. Od tego momentu rozpoczęła się ich znajomość, która zaowocowała powstaniem obrazów. Witkiewicz namalował bodajże kilkadziesiąt portretów modelki, ale wojnę przetrwało 29. Artysta nazwał ją "Asymetryczną Damą" z powodu jej nieregularnych rysów twarzy. W życiu Witkiewicza kobiety odgrywały istotną rolę.

       

      Na wystawie oprócz portretów znajdziemy także fragmenty listów, pocztówki i fotografie wykonane ze spotkań artysty z Wyszomirską oraz fragmenty regulaminu napisanego przez Witkiewicza. Artysta posiadał Firmę Portretową. Doświadczenia z kupującymi skłoniły go do stworzenia takiego regulaminu. To niezwykle trafne komentarze na temat zachowania ludzi i ich ewentualnych uwag, co do portretów. Zawiera inteligentne i pełne humoru wskazówki jak postępować z niewygodnymi klientami. Teksty te odkrywają częściowo charakter artysty i stanowią zabawny komentarz do wystawy.

                                                                                       

      Charakterystyczny styl pisma artysty widać nie tylko we fragmentach korespondencji, ale jest on też rozpoznawalny na portretach. Twarze rysowane są delikatnie ołówkiem, kolory dodane pastelami. Krawędzie ubrań, kontury artysta wzmacnia wyraźniejszą kreską. Obrazy pięknie podświetlone i oprawione pokazują Eugenię w różnych odsłonach.

       

      W Centrum Kultury Zamek można nabyć między innymi książkę „Witkacy listy do żony”. Tych dwoje ludzi łączyła niezwykła więź. Pokazana w całkowicie szczerych wyznaniach , które są bezcennym źródłem wiedzy o pisarzu. Pomimo próśb męża Jadwiga nie spaliła listów. To dzięki niej przetrwały one Powstanie Warszawskie i nie zostały skradzione tak jak inne rękopisy pisarza. Korespondencja ta powstała w latach 1923-1939 i została zawarta aż w czterech tomach.

       

      Ekspozycja składa się nie tylko z obrazów, gdyż kuratorka wystawy Anna Baster chciała pokazać złożoną osobowość Witkiewicza. Cel został osiągnięty. Artysta jest znany nie tylko ze słynnych portretów, ale był również wybitnym pisarzem, zajmował się fotografią, filozofią. Stanisław Ignacy Witkiewicz to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych polskich artystów XX wieku. Na wystawę warto pójść, aby przekonać się o tym osobiście.

       

      Asymetryczna Dama” - Stanisław Ignacy Witkiewicz ekspozycja jest czynna od 6.08.2016-30.10.2016 roku w Galerii Centrum Kultury Zamek pl. Świętojański 1, 54-076 Wrocław. Kurator Anna Baster. Bilety na wystawę: normalny 15 zł, ulgowy 10 zł, grupowy 7 zł. Wernisaż – 5 sierpnia godz. 14:00. Godziny otwarcia: poniedziałek - piątek 10:00-20:00, sobota - niedziela 10:00-18:00.

       

       

       

      Lidia Siwek



      Bibliografia:

      Stanisław Ignacy Witkiewicz, Listy do żony 1923 – 1927, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2015, ISBN 978-83-64822-35-3

      Janusz Degler, Piekło edytora, czyli o listach Witkacego do żony, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2010, ISBN 978-83-232-2210-1

       

      Więcej informacji na stronach:

      Informacja o wystawie: www.zamek.wroclaw.pl (online), (dostęp 10.08.2016) w Internecie: http://www.zamek.wroclaw.pl/CMS/kalendarz_imprez_2016/08_Witkacy.html

      Regulamin Firmy Portretowej: www.witkacy.hg.pl (online), (dostęp 10.08.2016) w Internecie: http://www.witkacy.hg.pl/firma/regul.htm

      Magazyn o Sztuce FORMAT: www.format-net.pl (online), dostęp 20.09.2016) w Internecie:

      http://format-net.pl/pl/item/352-witkacy-i-jego-asymetryczna-dama-we-wroclawskim-centrum-kultury-zamek.html#.V-qfUvmLTIU

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 października 2016 12:17
  • czwartek, 06 października 2016
    • Gorset Sadysty

      Jedenaście lat po śmierci Zdzisława Beksińskiego ciągle jest o nim głośno. Jego popularność nie maleje, a może nawet wzrasta. Świat usłyszał o artyście już za jego życia. Ludzie chętnie o nim czytają, chcą oglądać filmy, chodzą na wystawy i kupują jego prace. Fotografie, grafiki, fotomontaże to bezcenne pamiątki, które od 30 września 2016 roku sprzedaje i wystawia Galeria Vivid we Wrocławiu.

       

       Fot. L. Siwek.

       

      Fotografia nie należy do znanego oblicza Beksińskiego. Na tym polu nie jest nam znany. Może dlatego, że przywiązywał on do niej mniejszą wagę? To niewiarygodne biorąc pod uwagę, że wygrywał fotograficzne konkursy międzynarodowe, a w latach 60. został wyróżniony propozycją stypendium w Stanach Zjednoczonych. Ale szybko zaprzestał fotografowania. Powrócił do tego dopiero pod koniec życia wraz z zakupem nowego sprzętu, służącego do przeróbki zdjęć.

       

      Beksiński poruszał tematykę egzystencjalną. Portrety ludzi, przedstawienia ciał były jednym z istotniejszych tematów fotografii artysty. „Gorset sadysty” to tytuł fotografii z 1957 roku. Przedstawia kobietę odwróconą tyłem do kamery. Modelką jest jego żona – Zofia Stankiewicz. Jej ciało owinięte jest sznurkiem, który tworzy sieć. Obraz ten wywołał sporo kontrowersji. Beksiński szukał nowych rozwiązań formalnych między innymi w portrecie. Tworzył portrety proste, intymne, abstrakcyjne, fantastyczne. W ostatnim okresie twórczości fotograficznej, zajmował się montażami fotograficznymi Tego rodzaju prace wystawione są w Galerii Vividt.


       Fot. L. Siwek.

       

      Beksiński kontynuował swoją pracę z fotomontażem pod koniec lat 90. wraz z pojawieniem się nowoczesnego sprzętu i programów graficznych. Tematów potrzebnych do stworzenia grafik komputerowych było sporo, na przykład twarze, dłonie,.budynki, mury, samochody. Tłem do jego prac było niebo, chmury, a więc i to fotografował. Nastrój, motywy jest podobny do tych, jaki występuje w innych pracach artysty. Malowaniem oraz grafiką zajmował się naprzemiennie. Obraz komputerowy ciężko było sprzedać ze względu na nieograniczone możliwości kopiowania. Dlatego utrzymywał się ze sprzedaży namalowanych przez siebie obrazów. 


      Tragiczna śmierć samego artysty, samobójstwo syna, książka Portret podwójny Magdaleny Grzebałkowskiej, powstanie filmu biograficznego Ostatnia rodzina Jana Matuszyńskiego, którego premiera również odbyła się 30 września 2016 roku, nie pozwalają zapomnieć o Zdzisławie Beksińskim. Największym spadkobiercą artysty, pokaźnego zbioru obrazów, reliefów, rzeźb, rysunków, grafik, i fotografii jest sanockie Muzeum Historyczne. Część swoich prac, przede wszystkim fotografie przekazał także Muzeum Narodowemu we Wrocławiu.


       Fot. L. Siwek.

       

      Wizerunek Zdzisława Beksińskiego jest autentyczny - artysta nikogo nie naśladuje. Nie jest ważne czy fotografuje, maluje, rzeźbi – odnajdujemy w tym wszystkim przekonującego człowieka. Widać pewną spójność w jego twórczości. Lubiany chyba za to, że był po prostu sobą. Był szczery. Obrazy malował ponieważ chciał zostawić coś po sobie. Zostawił. Nawet nie tylko coś, ale istne coś.

       

      Galeria Vivid zaprasza na wystawę i sprzedaż grafik, fotografii i fotomontaży w limitowanej edycji od 30 września do 16 października 2016 roku we Wrocławiu (Galerii Wnętrz Domar, ul. Braniborska 14, I piętro).

       

       

      Lidia Siwek

       

       

      Więcej informacji na stronach:

      Wirtualne Muzeum Z. Beksińskiego: www.beksinski.dmochowskigallery.net (online), (dostęp 30.09.2016) w Internecie: http://beksinski.dmochowskigallery.net/introduction.php

      Informacje o twórczości artysty: www.culture.pl (online), (dostęp 30.09.2016) w Internecie:

      http://culture.pl/pl/dzielo/zdzislaw-beksinski-gorset-sadysty

      Informacje o wystawie w Internecie: http://www.vividgallery.pl/ (dostęp 30.09.2016)

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2016 17:54
    • Muzyka form

      Stanisław Wysocki prezentuje swoje prace w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Nazwa wystawy także wiąże się z muzyką, ale czy na pewno chodzi tu o muzykę, czy raczej o pojęcie piękna? Pięknem dla niego jest przede wszystkim kobiece ciało, które rzeźbi w zasadzie od zawsze.  

       

      Fot. L. Siwek.

       

      Oficjalne otwarcie wystawy odbyło się na wernisażu 17 września 2016 roku w VIP-Roomie Narodowego Forum Muzyki. To przestrzeń na I piętrze. Tam znajduje się trzynaście prac artysty. Ale to nie wszystko, ponieważ wystawa podzielona jest na dwie części. Uwagę przykuwają przede wszystkim rzeźby stojące przy wejściu głównym do budynku. Przechodząc przez plac Wolności na pewno nie pozostaniemy wobec nich obojętni. Bo trudno byłoby tutaj znaleźć lepsza oprawę niż sceneria tego znakomitego placu.

       

      Rzeźby podzielone zostały na dwie grupy. Po jednej stronie rozpoznać można wykonane z brązu charakterystyczne postaci kobiet. Tu na pierwszy rzut oka widać niepowtarzalny styl artysty. Geometryczne formy, gładkie wykończenia, złote detale. Natomiast po drugiej stronie, vis-a-vis stoją posągi wykonane z żywicy o białej barwie. W tym kolorze wydają się być zaskoczeniem. Artysta wyjaśnia na wernisażu, że z nich powstały odlewy do rzeźb w brązie, które funkcjonują w realnej przestrzeni za granicą lub w Polsce.

       

       Fot. L. Siwek

       

      Figury stojące na placu są ponad ludzkich wymiarów. Najwyższa z nich „Iglica” ma 3,40 m wysokości. To głównie kobiety, choć znajdziemy także rzeźbę pt. „Szermierz” - przedstawiającą mężczyznę. Artysta pokazuje przeważnie kobiety ponieważ jak twierdzi w nich widzi największe piękno. Mówi także, że zajmuje się tylko rzeźbą, bo pochłania ona cały jego czas.

       

      Stanisław Wysocki obecnie mieszka i tworzy we Wrocławiu. Doskonale znamy jego rzeźby znajdujące się w przestrzeni miejskiej. Jest ich całkiem sporo i ciągle pojawiają się nowe. Chyba najlepiej znana mieszkańcom jest "Powodzianka" na moście Uniwersyteckim i figura wrocławskiego "Murzyna" na pl. Solnym. Ostatnio na pl. Wolności pojawił się "Orfeusz". Artysta odlał w brązie gipsowa głowę wykonaną przez Theodora von Gosena. Był to także znany miastu rzeźbiarz, który zmarł w latach 40. ubiegłego wieku. Jego dzieło zostało przez Wysockiego powiększone trzykrotnie. Głowa ma ponad dwa metry wysokości i waży tonę.

       

      Rzeźbiarz stworzył swoją charakterystyczną formę. Jest ona rozpoznawalna, sensualna, oddziałuje na zmysły. Artysta doskonale czuje się w przestrzeni miejskiej. Potrafi budować relacje z otoczeniem. Znajduje formy, kształty, które wpisują się w trudną tkankę miejską. Wystawa pokazuje jego dorobek kilkudziesięciu lat. Każdy wrocławianin powinien ją zobaczyć. Wystawę rzeźb Stanisława Wysockiego będzie można oglądać do 25 października 2016 roku na placu Wolności.

       

       

      Lidia Siwek

       

       

       

       

       

      Więcej informacji na stronach:

      Narodowe Forum Muzyki: www.nfm.wroclaw.pl (online), (dostęp 16.09.2016) w Internecie:

      http://www.nfm.wroclaw.pl/article?id=768

      Strona artysty dostępna w Internecie: www.stanwys.com

      Rzeźba na pl. Wolności: www.wroclaw.wyborcza.pl (online), (dostęp 20.09.2016) w Internecie: http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,20611224,glowa-orfeusza-na-placu-wolnosci-czekala-na-to-70-lat.html

       

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 października 2016 17:17
  • poniedziałek, 30 maja 2016
    • Chwila ulotna, chwila błaha

      Alinę Szapocznikow zalicza się do grona najwybitniejszych polskich współczesnych artystów. Przez ponad dwadzieścia lat twórczości wypracowała oryginalny styl wypowiedzi w oparciu o swoje intymne doświadczenia. Jej prace, najpierw naznaczone przeżyciami z obozów koncentracyjnych i gett, później natomiast przemijaniem i śmiertelną chorobą to niezwykle ekspresyjne, zmysłowe dzieła.

       

      full_2_alina_szapocznikow_leg_1962_al61

      Alina Szapocznikow „Noga”, 1965, czarny granit szwedzki, gips

       

      Artystka nieustannie poszukiwała lepszych form wyrazu dzięki czemu eksperymentowała i wprowadzała do użytku nowe materiały rzeźbiarskie.Rzeźba z 1965 roku to pierwszy z odlewów ciała Szapocznikow. Jak wskazuje tytuł „Noga” to prawa, zgięta noga artystki wykonana z gipsu. Fragment ciała jest tutaj całą rzeźbą o konkretnym, określonym kształcie. Dzieło o gładkiej fakturze urzeka swoją prostotą i subtelnością, a zarazem uderza dramatycznością. Mamy przecież do czynienia z fragmentem ciała artystki, pamiątką po Alinie Szapocznikow. „Noga” otwiera cykl prac dotyczących przemijania, odlewy są próbą zapamiętania wyglądu, chwili, a także ekspresji ruchu. W rzeźbach z wczesnych lat 60 artystka pokazuje kobiece piękno, które jest naznaczone piętnem przemijania. W przypadku „Nogi” użycie łatwo zniszczalnego, kruchego gipsu może być interpretowane jako metafora nieuchronnej zmiany. Rzeźba nie jest wieczna, tak jak młodość, uroda i człowiek.

      Sztuka Aliny Szapocznikow to sztuka autobiograficzna. Artystka otwiera się przed odbiorcą i poprzez swoją twórczość niejako poddaje się terapii. Dzieła z lat pięćdziesiątych dotykają traumatycznych przeżyć z czasów wojny i pobytu artystki w obozach koncentracyjnych („Ekshumowany”, „Pomnik dla spalonego miasta”). Lata 60-te to pochwała kobiecego piękna, fascynacja ciałem i zmagania artystki ze śmiertelną chorobą. To także eksperymenty z materiałem i początki nowej sztuki użytkowej. Sztuka ma być nie tylko dekoracyjna, ale także musi „działać”. Pojawiają się nowe technologie, masowe produkcje, a design i plastik triumfują. Szapocznikow tworzy wtedy „Lampy”, odlewa na przykład usta i montuje w nich światło. Powstają mocne, ironiczne prace.

      Lata 70-te to u Szapocznikow abstrakcyjne formy (np. „Nowotwory”) i pamiątki zatapiane w plastikowej masie („Pogrzeb Aliny”). Artystka przegrywa walkę z rakiem piersi i żegna się ze światem.

      Alina Szapocznikow tworzyła na podstawie swojego bólu, cierpienia, traum a zarazem z fascynacji pięknem, zmysłowością i nadzieją. W centrum jej poszukiwań niezmiennie był człowiek, jego ciało i gesty. Utrwalała to co nietrwałe, zostawiła po sobie piękne, szczere pamiątki, także w słowach:

      "Chwila ulotna, chwila błaha - jest to jedyny symbol naszego ziemskiego żywota".

       

      Maja Dubowska

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2016 13:29

Kalendarz

Grudzień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny