Krytyka Artystyczna

Wpisy

  • wtorek, 24 stycznia 2017
    • Adam Kowalczyk - Tratwa Meduzy

      TRATWA MEDUZY po raz kolejny prezentuje twórczość młodych artystów z Wrocławia. Tym razem, przybliża nam malarstwo Adama Kowalczyka i fotografie Matyldy Burszty. Dwoje zdolnych i bardzo dojrzałych artystów prezentuje swoje dzieła przed odbiorcami stowarzyszenia ,,Tratwa”.

      Przed nowym rokiem uczestniczyłam w wernisażu świetnie zapowiadającego się, młodego malarza Adama Kowalczyka. Artysta jest studentem piątego roku malarstwa, na Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu. Organizatorem wystawy jest stowarzyszenie ,,Tratwa’’, które od jakiegoś czasu prowadzi cykl TRATWA MEDUZY. Jest to seria wystaw nawiązująca do słynnego obrazu Théodore’a Géricaulta. Każdy wernisaż prezentuje zestawienie prac dwóch artystów, w tym wypadku Adama Kowalczyka (malarstwo) i Matyldy Burszty (fotografia). Wernisaż został zorganizowany w Pracowni Doświadczeń - PMM Zajezdnia, gdzie w korytarzu na drewnianych prowadnicach, zostały wyeksponowane dzieła obojga artystów. Forma samego wernisażu była bardzo standardowa. Na początku krótki wstęp, następnie przemowy samych artystów, które w tym przypadku również były dość rzeczowe.

       

       

      b13caaceac9c478e07d12ef3885fd72bAdam Kowalczyk malarstwo.

       


      Malarstwo Adama Kowalczyka widziałam już przy okazji jednej z wystaw zbiorowych studentów Akademii. Zainteresowała mnie jego ciekawa kolorystyka oraz kompozycje z kobiecych, nagich ciał. Wcześniej widywałam również inne jego prace, cykle czaszek zwierzęcych oraz mroczne autoportrety, które wywarły na mnie szczególne wrażenie. Od tego czasu śledzę jego twórczość na różnych portalach społecznościowych. Pomogło mi to otworzyć się nieznacznie na jego sztukę, może choć w części ją zrozumieć. Również tym razem malarz pokazał cykl swoich tajemniczych obrazów, ukazujących kobiece ciało.


      O wiele łatwiej oglądało mi się jego ciężkie i ciemne kompozycje, wyposażona w wiedzę. Na szczęście sam artysta opisał źródło swojej pracy. Sylwetki przedstawiane przez Adama Kowalczyka są postaciami zgwałconych i zamordowanych kobiet. Co oczywiście tłumaczy dobór ciemnych kolorów jak purpura, granat czy butelkowa zieleń. Nie jest to temat bliski moim zainteresowaniom, jednak muszę przyznać, że obrazy przyciągają wzrok odbiorcy bardzo skutecznie. Są intrygujące i zarazem niepokojące. Dzieła od razu skojarzyły mi się z pracami polskiego malarza Jerzego Tchórzewskiego. Choć tematyką artyści różnią się, kolorystyka pozostaje zbliżona. Adam Kowalczyk buduje podobne napięcie, które odbiorca jest w stanie odczuć niemal natychmiastowo.


      Artysta wkupił się w łaski widzów już po krótkiej przemowie. Była ona tak szybka i spontaniczna, że trudno było powstrzymać się od uśmiechu. Niestety wernisaż był dość chaotyczny. Artyści zachowali się bardzo taktownie i z dużą klasą. Ekspozycja zajmowała dość wąski korytarz, co nie przeszkadzało jednak w odbiorze wizualnym prac. Do pełni szczęścia brakowało rzetelnych podpisów, zarówno przy malarstwie, jak i części fotograficznej.


      Prace młodych artystów niestety nie są ze sobą związane w żaden sposób, co potęguje wrażenie przypadkowości. Seria czarno - białych fotografii Matyldy Burszty zatytułowana ,,Strażnik”, odbiega tematycznie od prac malarza. Młoda fotografka, postawiła na zbalansowane kompozycje. Można powiedzieć, że prace autorki były dokładnym przeciwieństwem obrazów Adama Kowalczyka. Odbiorca mógł odnieść wrażenie zderzenia dwóch, niezależnych koncepcji artystycznych.


      Wernisaż był dobrą promocją młodych talentów. Choć nie było to wydarzenie wysokiej klasy, wystawa jest warta zobaczenia. Trzeba pamiętać o trudzie i pracy, jaką w swój rozwój włożyli przedstawieni artyści. Zarówno seria niepokojących obrazów Adama Kowalczyka, jak i fotografie Matyldy Burszty wywarły pozytywne wrażenie na gościach stowarzyszenia ,,Tratwa’’. Bardzo przydatne okazały się biuletyny z informacjami o artystach. Krótkie notki, okazały się pomocne przy ocenie dzieł jak i przy ich interpretacji. Na pewno pomogło to widzom choć po części zrozumieć idee i założenia młodych twórców.

       

       

      Paulina Podolska

       

       

      Tratwa Meduzy, PMM Zajezdnia.

      Grudzień 2016 - kwiecień 2017.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:51
    • Czwarta edycja konkursu malarskiego ,,Postawy’’

      Tegoroczna, czwarta już edycja konkursu malarskiego ,,Postawy’’, pod patronatem wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta, została rozstrzygnięta 23 listopada 2016 roku. Jury w składzie: Karolina Jaklewicz, Anita Wincencjusz-Patyna i Lech Twardowski, miało za zadanie wybrać z siedmiorga nominowanych studentów malarstwa, trzech zwycięzców. Wernisaż wystawy pokonkursowej wraz z ogłoszeniem wyników odbył się 9.12.16r. Dzieła wszystkich nominowanych można było oglądać od 7 do 21 grudnia, w Browarze Mieszczańskim przy ul.Hubskiej we Wrocławiu.

      Przestrzeń, w której osadzona została wystawa, wydaje się być niecodziennym wariantem wystawienniczym. Żółte, miękkie światło zaburza prawidłowy odbiór kolorystyki, nie jesteśmy tak naprawdę pewni czy obraz, który podziwiamy, w świetle bardziej naturalnym, nie prezentowałby się zupełnie inaczej, ta niepewność odbiera niejako przyjemność z obcowania z obrazem. Drugą znamienną kwestią jest dostępność wystawy, która trzymana jest pod kluczem, dosłownie. Mimo iż konkurs ma na celu promocje młodej sztuki środowiska artystycznego ASP, odnosi się wrażenie, że jest to promocja w wąskim kręgu środowiska. W samym Browarze żadnej informacji o wystawie. Przeciętny przechodzień nie ma pojęcia, co się kryje w jednym z pomieszczeń. Sami pracownicy też. Są to kwestie krzywdzące, ponieważ wystawa jest ciekawym przekrojem najnowszego malarstwa.

      postawy_banik

      Paweł Baśnik

      postawy_12

      postawy_32

      postawy_23Foto. Andrea Rutkowska.

      Niezwykle różnorodna i zaskakująca selekcja, skłania do zadania pytania, czy istnieją jeszcze granice? Podział na to, co jest malarstwem, a co już nie? To nie tylko parę płócien z farbą, to nowe i obiecujące spojrzenie na współczesne malarstwo, momentami może nawet szokujące, co bardziej konserwatywnych pod względem formalnym ,odbiorców. Widać to na przykładach zdobywców drugiej i trzeciej nagrody, którzy poszli o krok dalej, tworząc przestrzenne instalacje malarskie. Ale na tym nie kończy się różnorodność rozwiązań , mamy tutaj wszystko od malarstwa czysto figuratywnego, które prezentuje Jan Mszyca, przez różne stadia defraudacji figuratywności jak rozpływająca się postać Chrystusa, Pauliny Jołdy. Wyszywany portret Magdaleny Parfieniuk czy oniryczne historie Szymona Buły i Tomasza Wiktora. Jak również malarstwo abstrakcyjne, zarówno geometryczne (Izabela Opiełka, Joanna Nowioska)jak i to bardziej zmysłowe, organiczne, czasem wręcz fakturalne, którego pięknym przykładem jest dzieło Izabeli Kabzy, niezwykle bogate walorowo, czy nieco bardziej stonowane prace Anny Kiszki oraz Patrycji Mikołajczak. Patrząc na dzieło Mileny Lubach, możemy się nawet pokusid o skojarzenie z malarstwem gestu. Znakomity jest również obraz Agaty Filip, minimalistyczny , wykorzystujący tradycję kolażu. Pewnym jest, iż pomimo prób zakwalifikowania prezentowanych dzieł do określonych nurtów, każde z nich, na swój sposób broni się przed zaszufladkowaniem, młodzi artyści eksperymentują. Zmagają się z tradycją, jednocześnie zachowując świetny warsztat i technologię.
      Grand Prix przypadło Pawłowi Baśnikowi , studentowi piątego roku z pracowni ad.dr.hab. Łukasza Huculaka. Propozycją Baśnika było coś na kształt monochromatycznego pejzażu morskiego, jakby stara fotografia, zniszczona, nieco pożółkła. Wrażenie determinują smugi błyszczącego werniksu czy też żywicy, niekiedy wielowarstwowe, przywodzące na myśl plamy po słodkiej herbacie, linie przypominające zadrapania, nieostrość ,,kadru’’. Dzieło bez wątpienia enigmatyczne, mimo dość banalnego motywu, trochę niepokojące, melancholijne. Dwie płaszczyzny, wody oraz chmur nadają ujęciu symetrii, tworzą horyzont będący szkieletem obrazu. Mimo tego wszystkiego, trochę zaskakujący wybór jury, zwłaszcza w zestawieniu z miejscem drugim i trzecim. Obraz Baśnika jest, z całej trójki, najbliższy tradycji malarstwa.
      Drugą nagrodę otrzymała Monika Polak również z piątego roku studiów, pracownia prof. Stanisława Kortyki i ad. Michała Sikorskiego. Malarska instalacja-dyptyk, obie części dyptyku składają się z dwóch połączonych ze sobą pod kątem, asymetrycznych płócien, które razem dawały przestrzenną, bo odstającą od ściany, całość. Pierwszy moduł, całkowicie pokryty farbą, drugi zaś z pozostawionymi, białymi fragmentami płótna. Oba moduły grają ze sobą znakomicie. Można odnieść wrażenie, że materia zawarta na płótnach lgnie do siebie nawzajem. Całość jest monochromatyczna i posiada niesamowitą fakturę, która wciąga nas w odmęty głębin swymi biologicznymi strukturami. To jedno z tych dzieł, które zyskuje z każdym krokiem wykonanym w jego kierunku.

      Zdobywcą trzeciej nagrody został student czwartego roku z pracowni prof. Piotra Błażejewskiego oraz ad. Anny Kołodziejczyk ,Krzysztof Latarowski. Jest to rozwiązanie, które zaskoczyło mnie najbardziej, z racji tego iż trudno tu mówić o obrazie, a jeszcze trudniej, o obrazie malarskim. Mamy do czynienia z kolejnym dyptykiem. Widzimy dwie konstrukcje w kształcie niepełnego prostokąta, jakby z wyciętym dolnym prawym kątem. Przypominają bardziej ramy niż sam obraz, są one bowiem puste w środku, niektóre boki tych figur obszyte są kolorowym materiałem, inne pomalowane i doprawione błyszczącym wykończaniem, barwy są zgaszone, trochę się ze sobą gryzą mimo to. Zadziwiającym jest fakt, jak nagrodzone dzieła, różnią się od siebie w każdym względzie. Pokazuje to z pewnością jak zmieniają się standardy w sztuce, jak zacierają się jej granice. Bardzo ciekawi w takim razie jakie funkcjonowały kryteria przy wyłanianiu zwycięzców. Jak oceniać malarstwo, kiedy wykracza ono poza swoją definicję?

       


      Andrea Rutkowska

       

      Czwarta edycja konkursu malarskiego ,,Postawy’’.

      7-21 grudnia 2016, w Browarze Mieszczańskim.

      Koordynatorzy wystawy : Joanna Kaucz i Andrzej Rafałowicz.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:48
    • Matylda Burszta ,,Przestrzenie ciszy"


      Czy we wszechobecnym zgiełku jesteśmy w stanie zobrazować ciszę? Czy coś pozornie niematerialnego może być przedstawione za pomocą sztuk plastycznych? Odpowiedzi na te pytania możemy poszukać na wystawie pt. ,,Przestrzenie ciszy” w Galerii Dobrej Sztuki w Częstochowie. Przedstawieni tam artyści zmierzyli się z tym tematem po mistrzowsku.

      Wernisaż wystawy odbył się 28 października 2016 roku. Ze względu na bogaty zbiór dzieł cieszył się sporym zainteresowaniem. Wystawa obejmuje nie tylko malarstwo, możemy podziwiać również prace fotograficzne i literackie. Bardzo dobrze wyeksponowane dzieła plastyczne uzupełnione są tekstami polskich poetów.

       

      24581569251_19a506b4ec_z1

      Fotografia Matylda Burszta.

       


      O motywie ciszy w literaturze i sztuce słyszy się wiele. Moment zatrzymania, swoista pauza, poprzedzająca bądź następująca chwilę po ważnym wydarzeniu. Autorzy przedstawiają ją na różne sposoby. Skupię się na dyptyku fotograficznym młodej artystki Matyldy Burszty Jej prace widywałam już wcześniej we Wrocławiu, nie było moje pierwsze spotkanie z jej twórczością.


      Sztuka jest obecna w życiu Matyldy Burszty już od jakiegoś czasu. Jak sama mówi, początkowo była to wyłącznie fotografia, w obecnym czasie zajmuje się również malarstwem, studiując ten kierunek na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Inspiracji szuka przemierzając samotnie ulice miasta. Stara się dostrzegać szczegóły i sytuacje, niewidoczne dla przeciętnych przechodniów. W Galerii Dobrej Sztuki został wyeksponowany jej dyptyk pt. ,,Cisza”. Są to cyfrowe zdjęcia bliskie sercu autorki. Zostały zrobione w jednym z jej ulubionych miejsc we Wrocławiu - nieopodal brzegu Odry.


      Pierwsza z nich jest kompozycją frontalną. Czarno - biała, dość spora fotografia, przedstawia brzeg rzeki z okoliczną roślinnością. Bez wątpienia, najważniejszym elementem fotografii, jest przedstawiony na planie centralnym, czarny krzyż. Kadr nie został wybrany przypadkowo. Monochromatyczna kolorystyka lekko przytłacza odbiorcę. Tło ujęte za wysokim krzyżem, dodaje głębi ujęcia i wprowadza w zakłopotanie. Kolejne zdjęcie zostało wykadrowane horyzontalnie. Tym razem autorka sfotografowała szeroką ścieżkę. Możemy domyślać się, że zdjęcia zostały wykonane w podobnej scenerii. Widzimy bowiem niską, charakterystyczną dla brzegu Odry roślinność po jednej stronie, oraz drzewa po przeciwnej. Temu ujęciu, towarzyszy wysoka i ciemna latarnia. Tak jak na pierwszym zdjęciu, kontrastuje kolorystycznie z innymi elementami.


      Bohaterami zdjęć, o których celowo wspominam dopiero teraz, są duże, czarne ptaki. Artystka na pierwszym zdjęciu uchwyciła ich lot, natomiast na drugim, udało jej się dostrzec samotnego osobnika, siedzącego na wysokiej latarni. Zabieg ten wydaje się być celowy. Ptaki niczym sztafaż, dodają kompozycji ciekawego wyrazu. Bez nich byłyby to zwykłe, czarno - białe fotografie, których dużo się widzi w dzisiejszych czasach. Jednak te stworzenia nadają ujęciom niecodziennego wyrazu.

       

      24590343361_d09f6a8e87_k1

      Fotografia Matylda Burszta.


      Postaci ptaków na zdjęciach Matyldy Burszty, były dla mnie wielką zagadką. Dopiero po jakimś czasie udało mi się odczytać ich ukryte znaczenie. Krajobraz jest dla nas oczywisty, nie zwracamy uwagi na jego szczegóły. Dopiero spoglądając w górę możemy zaczerpnąć chwili naszej tytułowej ciszy, spostrzec stworzenia, które żyją razem z nami. Fotografie autorki kojarzą mi się ze zdjęciami łódzkiej artystki Agaty Serge. Obie bardzo dobrze operują czernią i bielą, szukają kadrów z podobną wrażliwością. Matylda Burszta, szuka jednak głównie natury, natomiast łódzka artystka człowieka.

       

      ,,To co fotografia powiela w nieskończoność, nastąpiło tylko jeden raz; powtarza więc mechanicznie to, co już nigdy nie będzie się mogło egzystencjalnie powtórzyć.”, cytat Rolanda Barthesa pochodzący z książki pt. ,,Światło obrazu”, idealnie pasuje do ujęć artystki. Jak sama mówi, interesuje się tym, co zostało już pominięte. Te sytuacje nigdy nie nastąpią po raz drugi. Burszta miała tylko jedną szansę na sfotografowanie danego zdarzenia. Również malarstwo artystki, cechuje się podobnymi wartościami. Jest proste, subtelne, zawiera elementy natury i cechuje się delikatną kolorystyką.


      Każdy z nas definiuje ciszę w inny sposób. Jestem pewna, że autorka zarówno w fotografii, jak i malarstwie odnalazła swój spokój, który teraz może przekazywać odbiorcom. Oglądając dzieła na wystawie w Częstochowie, te dwa zdjęcia zrobiły na mnie największe wrażenie. Nie ujmując innym artystom, to one według mnie najlepiej obrazowały temat wystawy. Od razu skojarzyłam je z fotografią Ascent of Mont Blanc, wykonaną w 1868 roku przez braci Bisson. Być może, właśnie takimi ujęciami inspiruje się młoda artystka.


      Przestrzeń wystawiennicza pozytywnie mnie zaskoczyła. Ekspozycję oglądało się bardzo dobrze. Wystawa potrwa do końca stycznia 2017 roku. Myślę jednak, że temat ciszy, nie został jeszcze wyczerpany. Mam nadzieję, że skłoni to artystów do dalszej pracy nad poszukiwaniem głębi tego wyrażenia i będziemy mieli możliwość podziwiania kolejnych dzieł. Cisza wydaje się być wdzięcznym, lecz bardzo trudnym tematem. Można ją rozumieć na wiele sposobów. Oglądając wystawę ma się wrażenie, wszechobecnego spokoju. Człowiek zamyka się na wszelkie dźwięki i otwiera na otaczające go prace.

       

      Paulina Podolska

       

       

      Galeria Dobrej Sztuki, Częstochowa.

      28.10.2016r. - 29.01.2017r. 

      Kurator wystawy - Agnieszka Miry.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:46
    • Kamil Moskowczenko ,,W co można tu uwierzyć’’


      Wystawa malarstwa Kamila Moskowczenko, ,,W co tu można uwierzyć’’,miała miejsce w galerii Mieszkanie Gepperta we Wrocławiu i trwała od 18.11 do 09.12.2016r. Przestrzeń ekspozycyjna, bardzo kameralna, doskonale współgrała z trzynastoma płótnami przedstawionymi przez Kamila Moskowczenko. Ogólnym tematem wystawy, była religia i jej miejsce we współczesnym świecie, potrzeba wiary lub jej brak w dobie nauki i techniki. Kryzys zarówno wiary, jak i cywilizacji.

      Motywem przeważającym liczebnie, bo pojawiającym się na ośmiu obrazach, były przed soborowe szaty liturgiczne-ornaty, a właściwie ich kształty, identyczne, również w proporcjach, na wszystkich dziełach z cyklu .Szablon ornatu porządkuje pole obrazowe, a jednocześnie jest subtelny i nienachlany, nieoczywisty, niemal abstrakcyjny.

      Ornat jest symbolem ofiary krzyżowej Chrystusa, ciężaru służby Bożej spełnianej przez kapłana. W liturgii święceń kapłańskich teksty odnoszą ornat do symbolu miłości Bożej przykrywającej wszelki grzech (por. 1P 4,8). Ornat spoczywa na plecach, co nawiązuje do przytłaczającego ciężaru (szczególnie, gdy ornat jest bogato zdobiony). Artysta w swych dziełach przywołuje przedsoborowy porządek odprawiania nabożeństw, w którym kapłan stał tyłem do wiernych. Obrazy przedstawiają owe bogate zdobienia na plecach szat kapłańskich, poddane procesom gnilnym.

      Bezpośrednią inspiracją były dla Moskowczenko, znaleziska z opuszczonego kościoła w Lisicy w Karkonoszach, a mianowicie gnijące ornaty pozostawione na pastwę losu i skazane na zapomnienie. Artysta poprzez swoje interpretacje procesu rozpadu materii zadaje nam pytanie o dezintegracje własnej świadomości kulturowej i duchowej, robi to bez hałasu, w zadumie. Obrazy mimo iż nihilistyczne w wydźwięku, opowiadające o śmierci w sposób wielopłaszczyznowy, nie są brutalne czy przerażające. W większości są wyważone i stonowane, mimo swojego bogactwa form i walorów. Obserwujemy również ewolucję samego podejścia do tematu; pierwsze najspokojniejsze pod względem formalnym, monochromatyczne dzieła, dzielą od ostatnich, tych najbardziej rozbuchanych, wiernie oddających procesy rozkładu(,,Fluktuacje ornamentu w czasie’’, Ostatnie kuszenie’’), trzy lata pracy.

      Zamknięcie organicznych, miękkich form oraz niemalże ciekłych, wielowarstwowych smug w precyzyjnym kształcie ornatu, podkreślone jest poprzez błyszczące tło, malowane gładko ale z widocznym duktem pędzla. Tło jest uporządkowane, trzyma rozpadającą się materię wewnątrz ornatu, pełni funkcję szkiełka mikroskopowego, nadaje kontekst.

      rubedo_moskowczenko

        Kamil Moskowczenko ,,Rubedo'' ,Foto. Andrea Rutkowska.


      Przeciwieństwo do serii ‘’Reliktów dolnośląskich’’ stanowi dzieło zatytułowane ‘’Rubedo’’, które uderza intensywnością czerwieni, z której głównie się składa, przypomina biblijne morze krwi, które niemalże wylewa się z płótna. Wytwarza atmosferę niepokoju .Podobną formę oraz aurę posiada obraz , który nadał tytuł całej wystawie. Jest to najczarniejsze z prezentowanych płócien i z całą pewnością ,dzieło wybitne, oprócz wspomnianego niepokoju, wyraża pustkę , żal, nieodwracalność i nieuchronność zapomnienia. Moskowczenko w bardzo piękny malarsko i poruszający sposób zalewa nas tym pytaniem ‘’W co można tu uwierzyć’’, jednocześnie nie narzucając nam konkretnej odpowiedzi.

       

      Andrea Rutkowska

       

      Galeria Mieszkanie Gepperta,
      18.11-09.12.16.
      Kurator wystawy Anna Kołodziejczyk.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:33
    • Spotkajmy się /Let’s meet- Wrocław’ 2016

      Dnia 10 listopada 2016 roku o godzinie 12:00 we Wrocławiu, odbył się nietypowy wernisaż. Jego wyjątkowość wynikała z miejsca- Przejście Słodowe pod ul. Piotra Skargi, ale także z realizacji. Na uroczystości przekazania mieszkańcom Wrocławia muralu ceramicznego licznie zjawili się mieszkańcy miasta, studenci, artyści, Prezydent oraz przypadkowi przechodnie.

      Spotkajmy się/ Let’smeetWrocław’ 2016 to międzynarodowy mural ceramiczny stworzony specjalnie dla miasta Wrocław. Pomysłodawczyniami projektu były jego kuratorki Katarzyna Koczyńska- Kielna oraz Joanna Teper, wykładowczynie w Katedrze Ceramiki wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta. Wszystko zaczęło się w marcu 2014 roku, kiedy powstał pomysł upamiętnienia nadaniu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury miastu Wrocław. Kuratorki zaprosiły do tego projektu artystów, wykładowców, studentów z całego świata. Artyści mieli pełną dowolność tworzenia, kafle mogły, ale nie musiała nawiązywać do ogólnego hasła. Każdy element miał być indywidualnym głosem artysty. Jedynym ograniczeniem był wymiar kafla, 25x25 centymetrów.

      W projekcie wzięły udział 44 uczelnie z całego świata, w tym 8 z Polski, a bardziej szczegółowo to aż 262 uczestników z 34 krajów. Całkowita ilość kafli to 570 w tym 208 wykonanych na ASP we Wrocławiu. Mural mierzy 2,14 m wysokości i aż 18,2 m długości, co stanowi 39m2. Pracownicy ASP we Wrocławiu stworzyli ramę zamykającą mural oraz kafle z powitaniami w 15 językach. Kuratorki wystawy zaprojektowały i nadzorowały stworzenie spójnej kompozycji ze wszystkich nadesłanych kafli, nad czym pracowano w miesiącach wakacyjnych. Sam proces był bardzo pracochłonny, wymagał wielokrotnego rozkładania i układanie kolejnych kompozycji, skrupulatnego opisywania każdego kafla, a także dokumentowania całego procesu. Jest to największy mural ceramiczny w przestrzeni miejskiej stworzony w powojennej Polsce.

       

      51

      Foto. Magdalena Weber.

      32

      Foto. Magdalena Weber.

       

      Mural ceramiczny stanowi wielobarwną i wielowątkową kompozycję plastyczną. Pomimo różnorodności tworzy spójną całość. Pochodzenie artystów współtworzących mural ma duży wpływ na jego ostateczny wygląd, łatwo dopatrzeć się wpływów kulturowych. Jest to jego wielką zaletą. Każdy przechodzień, znajdzie fragment dla siebie.

      Ceramiczna kompozycja robi ogromne wrażenie, kiedypatrzymy na nią całościowo. Wybijające się hasła powitalne na tle mieniących się, niczym piksele, kolorami i fakturami kafli. Jednak, kiedy skupimy się nieco bardziej, zauważymy, że poszczególne elementy to konkretne obrazy. Abstrakcyjne, przedstawiające lub składające się tylko z charakterystycznego ornamentu. Jest ich tak wiele, że można byprzychodzić, co dzień tylko po to, aby oglądać jeden z nich. Gładka rama świetnie wpisuje się w całość kompozycji, zamykając ją, nie odwracając uwagi od najistotniejszego.

      Międzynarodowy mural ceramiczny Spotkajmy się/ Lets’smeet- Wrocław 2016jest nową atrakcyjnym punktem we Wrocławiu. W efektowny sposób wzbogacił nudne przejście podziemne w centrum miasta, przez które przechodzi codziennie setki osób. Teraz jest ich jeszcze więcej. Możemy zaważyć to po popularności, jakie posiada na portalach społecznościowych, gdzie mieszkańcy i turyści zamieszczają zdjęcia muralu. Wzbudził też zainteresowanie mediów.

      Autorkiw niebanalny sposób upamiętniły tak ważny rok dla miasta Wrocław. Ceramiczna kompozycja będzie stanowiła długotrwałą pamiątkę, ale także atrakcyjną wizualnie ozdobę miasta. Mural jest też pięknym gestem zwrócenia uwagi na wieloletnia tradycję i obecność ceramiki na ziemiach Dolnego Śląska.

       

       

       Magdalena Weber

       

       

       Otwarcie muralu ceramicznego

      Spotkajmy się/ Let’s meet Wrocław’ 2016.

      10 listopada 2016 roku o godzina 12:00.

      Przejście Słodowe pod ul. Piotra Skargi we Wrocławiu.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:25

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny