Krytyka Artystyczna

analizy i interpretacje

  • poniedziałek, 30 stycznia 2017
    • Zanik Polskiego Plakatu

      Nietuzinkową sztukę uliczną, zostawiającą ślad jako kulturę lokalną, podziwiamy w trakcie trwania wystawy Pajace w Muzeum Miejskim we Wrocławiu. W okresie komunistycznym Wrocław był jednym z nielicznych miast, które zapisało się do historii jako Ośrodek Kultury promujący Polską Szkołę Plakatu. Tutaj zaistniało kilku ważnych grafików. Z pewnością możemy się poszczycić artystami reprezentującymi Polskę w prestiżowych konkursach artystycznych m.in. Eugeniusz Get Stankiewicz oraz Jan Jaromir Aleksiun, którzy jako profesorowie byli również związani z Akademią Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Istotnymi przedstawicielami byli zarówno: Tadeusz Ciałowicz, Maria i Ryszard Gachowscy, Jan Sawka, Michał Jędrzejewski, Wiesław Zajączkowski, Roman Rosyk, Maciej Urbaniec, Jerzy Czerniawski, Roman Kowalik, Mirosława Bernat i inni.


      Polska Szkoła Plakatu pojawiła się nawet w latach przed wojennych. Pierwszy zapis afiszu powstał przez Stanisława Wyspiańskiego w 1899 roku. Plakat Wnętrze dotyczył wykładu Stanisława Przybyszewskiego, połączonego z inscenizacją dramatu Maeterlincka. Już wtedy zdublowanie motywu dziewczynki na plakacie wydawało się awangardowe. Natomiast rozkwit nurtu Polskiej Szkoły Plakatu datuje się na rok 1956.


      Plakat jako dziedzina sztuki pełni funkcję użytkową, kierowaną do szerokiego grona odbiorców. Jego popularność była w latach komunistycznych jasna i oczywista. Wrocławskie ulice koegzystowały z kolorowym nadrukiem Polskich artystów. Docelowo plakat stanowił coś zupełnie odrębnego i nieszablonowego, ponieważ galerią stała się przestrzeń miejska. Szare i brzydkie bloki, bardzo często okazywały się ciasnymi pomieszczeniami. Podwórka ograniczały przestrzeń, to też brakowało zieleni. Miasta pozbawione koloru. Afisze stały się dla przechodniów jedyną cieszącą oczy rozrywką.


      Tym samym Wrocławscy artyści mogli zaistnieć w szerszym gronie odbiorców, niekoniecznie zainteresowanych sztuką samą w sobie. Dzięki temu powstawała coraz cieńsza granica między dyscyplinami, które zaczęły się nawzajem przenikać. Plakat został przemianowany jako medium pośredniczące między sztuką, a kulturą. Niczym most zwodzony dawał szansę współgrania różnym dziedzinom. Powstawały plakaty teatralne, cyrkowe, a z czasem filmowe i festiwalowe. Końcem lat pięćdziesiątych narodziły się we Wrocławiu wysokiej rangi zgrupowania teatralne m.in Teatr Labirynt założony przez Jerzego Grotowskiego, Wrocławski Teatr Pantomimy, Teatr Kalambur oraz Studencki Teatr Gest. Lata sześćdziesiąte zaowocowały festiwalami muzycznymi takimi jak Jazz nad Odrą oraz Wratislavia Cantans. Wszystko to dodawało niezwykłego klimatu. Awangardowe inscenizacje, czy wieczorki literackie bardzo sprawnie inspirowały wielu twórców lokalnej sztuki. Takie wydarzenia miały szczególne znaczenie, ponieważ dawały możliwość zaistnienia wśród społeczeństwa. Projektowano wówczas afisze do miejskich uroczystości zapisując się tym samym do kart historii jako ważni lokali twórcy.

      Działalność Geta Stankiewicza wyraźnie nawiązywała do poezji, motywów literackich. W jego twórczości widać swobodę typografii, pewną zabawę słowem. Artysta postawił na manualność wypowiedzi, gdzie nawet liternictwo jest zazwyczaj ręczne. Do swoich plakatów wykorzystywał mezzotinty, które harmonizował z kolorowymi papierami i efemerycznymi szkicami. W jego pracach widać staranność nad detalem. Niezwykły warsztat, który łączy w sobie tradycję z nowoczesnością.
      Z pewnością trzeba tutaj napomknąć o wszechogarniającym indywidualizmie we wszystkich pracach polskich twórców plakatu. Intelektualność przebija się przez wiele propozycji jest kluczowym elementem, który buduje lapidarny zapis. Kompozycja, typografia - która wyraźnie prosi się o wytłuszczenie cechy najbardziej oczywistej, czyli innowacyjności. Zwróćmy uwagę na przenikanie wielu technik i dyscyplin. Cała trudność jest oparta o pewien minimalizm formy. Jak zawrzeć całość myśli, poglądów i kontekstów na jednej kartce? Sytuacja nagle klaruje się w bardzo prostym spostrzeżeniu - im mniej szczegółów tym lepiej.

       

       IMG_82853

      Fot. Paulina Szkatuła.

       

      IMG_82941Fot. Paulina Szkatuła.


      Plakat to przecież rebus nie do końca odgadniony, aluzyjny i bardzo chytry, mimo tego nie można mu odmówić wyrafinowania. Przebiegłość można chociażby wychwycić w sprytnym unikaniu cenzury. Pomysł jest w tym momencie najważniejszą wartością. Cechą charakterystyczną w tym gatunku sztuki jest temperament. Odwaga mówienia głośno i wyraźnie, czytając między wierszami można dostrzec w szepcie krzyk i przerażenie. Polscy twórcy plakatu potrafili żartować z nieśmiesznych sytuacji. Groteskowość i budowa czarnym humorem zatrzymywała widza na dłużej, zmuszała do refleksji. Jest to swoisty tupet artysty, który musi przemyśleć sprawę tak, aby zrobić dobry plakat dla odbiorcy – nie dla klienta ( partii), ale w taki sposób aby jednak przejść cenzurę. Ludzie w okresie komunistycznym o wiele łatwiej czytali metaforę. Taka wrażliwość była związana z powszechną wtedy cenzurą, mimo to, symboliczność pewnych zagadnień okazywała się wystarczającym przekazem. Władze komunistyczne zdawały sobie sprawę z tego, że plakat był zarówno pomocnym jak i niebezpiecznym narzędziem. Z jednej strony można było wykorzystywać go do szerzenia propagandy, a z drugiej obawiano się buntu, spiskowania wobec władzy. Powoływano w tym celu wydawnictwa, które działały dwulicowo, pomagały artystom, a oprócz tego trzymały ich kreatywność na wodzy.


      Problematyka z jaką przyszło się zmierzyć teraźniejszemu odbiorcy wystawy w Muzeum Miejskim Wrocławia, leży u podstaw zrozumienia odległych i tak odmiennych czasów. Nie znamy kontekstu, aktualnych wydarzeń jakie miały wtedy miejsce. Ciężko jest nam również czytać poszczególne symbole, które w okresie socrealizmu były dla większości społeczeństwa klarowne. Intelektualność poszczególnych propozycji okazuje się nadpisana żartem i prześmiewczością. Ekspozycja wzbudza refleksję nad trudnymi czasami i co najważniejsze oddaje hołd głównych wrocławskich twórców.


      Ponad to wystawa skłania nas także do refleksji nad problematyką zaniku plakatu w dzisiejszej Polsce. Jak to możliwe że nurt, który był tak prestiżowy nawet we Francji, nagle podupada. Co stało się z Polską Szkołą Plakatu ? Ekspozycja prezentuje również aktualną propozycję współczesnego plakatu. Teraźniejszość jednak wiele weryfikuje, plakaty przestają ozdabiać uliczki, ich miejsce jest za szybą w muzeum. Możemy sobie jedynie wyobrazić klimat szarych ulic Wrocławia, pokrytych kolorową, dostępną dla wszystkich sztuką. Potęga reklamy i Internetu przysłoniła i w końcu wykluczyła plakat z obiegu. Zwróćmy uwagę na trudne czasy, w których powstawały plakaty. Komunizm nie był przychylny dla Polaków, mimo to artyści wypracowali pewną niezależność wobec radykalnej władzy. W latach 50 tych sztuka wykraczająca poza założenia komunistyczne stawała się według władzy niebezpiecznym narzędziem. Utrata pracy dla artysty nierespektującego norm doktryny realizmu socrealistycznego była tylko jednym ze skutków potęgi władzy. Obecnie mamy do czynienia z nowa erą cenzury- brak wolnej przestrzeni wiąże się z powolnym zanikiem plakatu. W wielu miejscach nie ma możliwości powieszenia czegoś bez zgody, czy nawet zapłaty. Wygodna powojenna Polska nagle okazała się warunkiem zbyt prestiżowym.

       

       

      Paulina Szkatuła

       

       

       

      Bibliografia:
      Batory Michał, Plakat jest moją pasją: to jest mój świat - mówi Michał Batory w rozmowie z Bogdanem Konopką, rozmowę przer. Bogdan Konopka, ,,Format. Pismo Artystyczne" 2012, nr 63 s. 89
      Marek Stanielewicz, Get, Wydawca Domek Miedziorytnika, Wrocław, 2016
      Michał Batory, Grafika emocjonalna, Drzewo Babel, Warszawa 2008
      Mirosław Ratajczak, Get Eugeniusza Stankiewicza, Wrocławskie Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2015
      http://ninateka.pl/film/druga-strona-plakatu-marcin-latallo
      http://ninateka.pl/filmy?Partner=polski-instytut-sztukifilmowejhttp://culture.pl/pl/artykul/polska-szkola-plakatu
      http://www.muzeum.miejskie.wroclaw.pl/CMS/muzeum_historyczne/plakaty.html
      http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje28/text01p.htm
      http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,142076,19511054,tadeusz-cialowicz-tworcawroclawia-ktorego-nie-ma-projektowal.html?disableRedirects=true

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zanik Polskiego Plakatu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2017 22:20
    • Doskonałość anatomii

      Jarosława Pabich - Szmyt zaprezentowała w Galerii Pod Psem na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu cykl pięciu prac rysunkowych. Artystka skupiła się na konkretnym zwierzęciu jakim jest koń. Tytuł wystawy - ,,Equus caballus" nawiązuje bezpośrednio do gatunku, od którego te zwierzęta się wywodzą.


      Pierwsze konie, które pojawiły się na naszej planecie datuje się na ok. 75 mln p.n.e. W tym okresie rozpoczęła się stopniowa ewolucja gatunku zwanego Eohippus. Koń nie tylko znacznie zmienił swoje uwarunkowanie klimatyczne, ale przede wszystkim przeobraził swój wizerunek. Potrójne palce zrosły się w jedną całość, tworząc kopyto. Zmiana nastąpiła także w uzębieniu, przewodzie pokarmowym i w kształcie szczęki.


      Ewolucję tą możemy obserwować m.in. na ścianach jaskiń Altamiry czy Lascaux. Jedna z najprawdopodobniejszych hipotez głosi sztukę jaskiniową, jako funkcję rytualną. Przejmująca sakralność jest dowodem na specyficzną relację człowieka z naturą. Toteż można pokusić się o stwierdzenie, że koń był już swego czasu traktowany niemal z boską czcią. Na początku zapewniał pożywienie, z czasem, kiedy został udomowiony, stał się nieodłącznym kompanem oraz idealnym środkiem transportu podczas polowań. I jak się okazuje zwierzęta te leżą u podstaw przetrwania gatunku ludzkiego.


      Odwołując się do genezy, chciałabym podkreślić boskość natury wobec pierwotnego człowieka. Od czasów prehistorycznych ludzie nawiązali niesamowitą więź, którą chcieli też udokumentować. Nic też dziwnego, że poszczególne epoki chciały na swój sposób zobrazować relację, która zaistniała między człowiekiem a zwierzęciem. Warto nawiązać tutaj do malarstwa polskiego, bezsprzecznie do Kossaków, Chełmońskiego czy Matejki. W malarstwie koń przejawiał się jako niezliczona ilość symboli. Od zwycięstwa po śmierć. Nawet umaszczenie niosło ze sobą inne znaczenie.

       
      IMG_7773Fot. Paulina Szkatuła.

       

      IMG_7770

      Fot. Paulina Szkatuła.


      U Jarosławy Pabich – Szmyt widać dużą inspirację malarstwem polskim. Myślę, że w ten sposób artystka odnalazła bazę i na tej podstawie wykreowała swój świat. Trafne będzie również odwołanie do obrazu ,,Szał uniesień " Władysława Podkowińskiego. Stąd zapewne czerpała motywację do poszukiwań dynamiki, ekspresji wyrazu. Warto także nawiązać do rodzinnych korzeni, dziadek artystki – Franciszek Pabich również malował portrety koni. Artystka w swoich pracach wykorzystuje spostrzeżenia znanych jej autorytetów, dzięki temu sprawnie posługuje się nabytą wiedzą anatomii. Ciekawi ją realizm, stara się jednak wpleść nowe poszukiwania, takie jak linearyzm i zapowiedź abstrakcji.


      W całym cyklu zaobserwujemy zmierzenie się z wielkoformatowym rysunkiem, być może jest to również odwołanie do malarstwa historycznego, gdzie w większości zwierzęta odpowiadały naturalnej wielkości. Zestaw prac jest oparty głównie na rysunku ołówkiem. Szkielet takim środkiem wyrazu ułatwia stopniowe lawirowanie kolejnymi narzędziami jakim jest węgiel, czasem farba. Pierwszy rysunek z 2015 roku wydaje się zdecydowanie najbardziej realistyczny. Szlifowanie kunsztu rysunkowego wymaga czasu. Wielokrotnie poszukując, artysta jest zmuszony do powielania do tego zagadnienia. Uzasadnione jest to oczywiście niezbędną praktyką, która może wpłynąć na wygląd ostateczny. Czasem niewielka zmiana narzędzia ma niezastąpiony wpływ na ekspresję wyrazu. Co więcej, ćwiczenie i powtarzanie wpływa również na swobodę ruchu ręki, a także na większe podobieństwo i uniknięcie sztuczności.


      Tak w tym wypadku możemy zauważyć poszukiwania prawdy, rzeczywistości rysunkowej, która odzwierciedlałaby rzeczywiste pobudki artystki. Doświadczenie nabyte dzięki poznaniu dokładnej anatomii sprawia, że autorka dodaje w kolejnych rysunkach już odważniejsze pociągnięcia. Być może realistyczne podejście do stworzenia było tylko początkowym założeniem, które rozwinęło się aby tworzyć kolejne, bardziej abstrakcyjne formy. Artystka z czasem przekonuje się do stopniowego eksperymentu, do próby narzędzia. W kolejnych rysunkach można dostrzec dynamikę i ruch, który jest dla niej bardzo ważny. Farba oraz zacieki, które powstają pod wpływem szybkich decyzji, uwalniają drzemiące w Pabich - Szmyt emocje. Artystka wyraźnie ma nam coś do powiedzenia. Ołówek ograniczał jej możliwości, był za bardzo powściągliwy, nazbyt grzeczny i nadmiernie oddający rzeczywistość.

       

      IMG_77681

      Fot. Paulina Szkatuła.

       

      Pabich – Szmyt chce przekazać jasny komunikat mówiący o tym, że bardzo często doskonałość konia jest traktowana bez należytej uwagi. Artyści rzadko dbają o szczegóły proporcji. Budowa ciała jest zaniechana, Koń tym samym staje się źródłem prześmiewczym, motywem dalekim od wzbudzenia podziwu. Taki przewrót w sztuce jest ściśle związany z rewolucją seksualną, czyli z szerokimi zmianami dotyczącymi przewartościowania norm obyczajowych. Hierarchia wartości zostaje zachwiana. W latach 70- tych powszednieje język, wkrada się wulgaryzm, slang i chęć prowokowania obscenicznością w mowie, ale nie tylko, obserwujemy perwersje także w wyglądzie i w sztuce. Co więcej wzrasta zainteresowanie popkulturą i kiczem. Natomiast w dzisiejszym świecie wkradła się nuta powszechności. Kultura masowa łatwiej dociera do niewymagającego odbiorcy. Telewizja, czasopisma, a przede wszystkim Internet sprawiają, że człowiek jest oswajany z wszechobecną cielesnością. Podteksty erotyczne powszednieją, przestają być tabu. W związku z czym motyw konia jest również zbanalizowany.


      Pabich – Szmyt chce podsumować swoje spostrzeżenia wystawą, która jest jej pierwszą inicjatywą artystyczną. Jako malarka i graficzka nakreśliła na papierze esencję swojej osobowości. Jest to próba przede wszystkim zwrócenia uwagi na piękno zwierzęcia, jego doskonałość anatomii. Przekaz sięga jednak dalej, artystka ilustrując ideał, ową boskość, chce zmierzyć się z kulturowymi stereotypami oraz schematycznym myśleniem. Charakter wystawy trafia do wielu odbiorców, którzy zatrzymani w biegu, zapominają o celu przechadzki. Korytarz nagle zamienia się w galerię sztuki.

       

       

       

      Paulina Szkatuła

       

       


      Bibliografia:
      https://magivanga.wordpress.com/2012/11/06/sztuka-wspolczesna-a-sztuka-jaskiniowa-czyli-malowidla-epoki-magdalenskiej-w-perspektywie-ery-informacyjnej-v-1-5/
      Tekst powstał na podstawie rozmowy z autorką wystawy Jarosławą Pabich - Szmyt, którą przeprowadziłam 28.12.2016 r.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 stycznia 2017 21:51
  • wtorek, 24 stycznia 2017
    • Spotkajmy się /Let’s meet- Wrocław’ 2016

      Dnia 10 listopada 2016 roku o godzinie 12:00 we Wrocławiu, odbył się nietypowy wernisaż. Jego wyjątkowość wynikała z miejsca- Przejście Słodowe pod ul. Piotra Skargi, ale także z realizacji. Na uroczystości przekazania mieszkańcom Wrocławia muralu ceramicznego licznie zjawili się mieszkańcy miasta, studenci, artyści, Prezydent oraz przypadkowi przechodnie.

      Spotkajmy się/ Let’smeetWrocław’ 2016 to międzynarodowy mural ceramiczny stworzony specjalnie dla miasta Wrocław. Pomysłodawczyniami projektu były jego kuratorki Katarzyna Koczyńska- Kielna oraz Joanna Teper, wykładowczynie w Katedrze Ceramiki wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta. Wszystko zaczęło się w marcu 2014 roku, kiedy powstał pomysł upamiętnienia nadaniu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury miastu Wrocław. Kuratorki zaprosiły do tego projektu artystów, wykładowców, studentów z całego świata. Artyści mieli pełną dowolność tworzenia, kafle mogły, ale nie musiała nawiązywać do ogólnego hasła. Każdy element miał być indywidualnym głosem artysty. Jedynym ograniczeniem był wymiar kafla, 25x25 centymetrów.

      W projekcie wzięły udział 44 uczelnie z całego świata, w tym 8 z Polski, a bardziej szczegółowo to aż 262 uczestników z 34 krajów. Całkowita ilość kafli to 570 w tym 208 wykonanych na ASP we Wrocławiu. Mural mierzy 2,14 m wysokości i aż 18,2 m długości, co stanowi 39m2. Pracownicy ASP we Wrocławiu stworzyli ramę zamykającą mural oraz kafle z powitaniami w 15 językach. Kuratorki wystawy zaprojektowały i nadzorowały stworzenie spójnej kompozycji ze wszystkich nadesłanych kafli, nad czym pracowano w miesiącach wakacyjnych. Sam proces był bardzo pracochłonny, wymagał wielokrotnego rozkładania i układanie kolejnych kompozycji, skrupulatnego opisywania każdego kafla, a także dokumentowania całego procesu. Jest to największy mural ceramiczny w przestrzeni miejskiej stworzony w powojennej Polsce.

       

      51

      Foto. Magdalena Weber.

      32

      Foto. Magdalena Weber.

       

      Mural ceramiczny stanowi wielobarwną i wielowątkową kompozycję plastyczną. Pomimo różnorodności tworzy spójną całość. Pochodzenie artystów współtworzących mural ma duży wpływ na jego ostateczny wygląd, łatwo dopatrzeć się wpływów kulturowych. Jest to jego wielką zaletą. Każdy przechodzień, znajdzie fragment dla siebie.

      Ceramiczna kompozycja robi ogromne wrażenie, kiedypatrzymy na nią całościowo. Wybijające się hasła powitalne na tle mieniących się, niczym piksele, kolorami i fakturami kafli. Jednak, kiedy skupimy się nieco bardziej, zauważymy, że poszczególne elementy to konkretne obrazy. Abstrakcyjne, przedstawiające lub składające się tylko z charakterystycznego ornamentu. Jest ich tak wiele, że można byprzychodzić, co dzień tylko po to, aby oglądać jeden z nich. Gładka rama świetnie wpisuje się w całość kompozycji, zamykając ją, nie odwracając uwagi od najistotniejszego.

      Międzynarodowy mural ceramiczny Spotkajmy się/ Lets’smeet- Wrocław 2016jest nową atrakcyjnym punktem we Wrocławiu. W efektowny sposób wzbogacił nudne przejście podziemne w centrum miasta, przez które przechodzi codziennie setki osób. Teraz jest ich jeszcze więcej. Możemy zaważyć to po popularności, jakie posiada na portalach społecznościowych, gdzie mieszkańcy i turyści zamieszczają zdjęcia muralu. Wzbudził też zainteresowanie mediów.

      Autorkiw niebanalny sposób upamiętniły tak ważny rok dla miasta Wrocław. Ceramiczna kompozycja będzie stanowiła długotrwałą pamiątkę, ale także atrakcyjną wizualnie ozdobę miasta. Mural jest też pięknym gestem zwrócenia uwagi na wieloletnia tradycję i obecność ceramiki na ziemiach Dolnego Śląska.

       

       

       Magdalena Weber

       

       

       Otwarcie muralu ceramicznego

      Spotkajmy się/ Let’s meet Wrocław’ 2016.

      10 listopada 2016 roku o godzina 12:00.

      Przejście Słodowe pod ul. Piotra Skargi we Wrocławiu.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 stycznia 2017 12:25
  • niedziela, 20 listopada 2016
    • 1,2,3, ∞

      Wydawało nam się, że wszystko zaczniemy od nowa, znana forma "tabula rasa" jest możliwa. Nie jest możliwa i przede wszystkim dużo żeśmy zmarnowali czasu przez swoją naiwność - i przez swoją nawet może lekkomyślność, żeby nie powiedzieć: głupotę - że zaczniemy wszystko od nowa. To były pojęcia  dotyczące również zmian politycznych, systemowych itd. To była ta wiara w nowego człowieka. Człowiek, na szczęście, nowy może nie istnieje, może coraz mniej jest człowiekiem. A nowym? Przestańmy marzyć o nowym. Jeżeli były takie idee, to one się źle kończyły i często były ideami faszyzującymi.

      Tak o czasach "odwilży" po panowaniu władzy stalinowskiej mówił Roman Opałka w wywiadzie z 2008 roku. Tymczasem życiowy projekt artysty realizowany od roku 1965 zakładał właśnie rodzaj permanentnego zapełniania czystej karty, wprawdzie nie "wytworami nastających nowych czasów", ale przez dopisywanie kolejnych cyfr do obrazu będącego zapisem bytu na ziemi  konkretnego człowieka.

      Jako Polak urodzony we Francji w 1931 roku, Roman Opałka podczas II wojny światowej przebywał w Niemczech, po jej skończeniu wrócił do Francji, a w 1946 został repatriowany do Polski. Tam studiował na ASP w Łodzi i Warszawie. W roku 1977 wyjechał z Polski i zamieszkał już na stałe we Francji. Dojrzewał jako artysta pomiędzy ideologią komunistyczną i faszystowską, co wpłynęło na ukształtowanie się odrębnego stylu w jego twórczości.  Zmarł w 2011 roku w Rzymie.

      Po eksperymentach w malarstwie, rysunku, grafice czy pracach przestrzennych, dla których charakterystyczna była duża rytmiczność podziałów, monochromatyczność i oszczędność środków wyrazu, w 1965 roku, czyli dwadzieścia lat od zaczęcia studiów, Opałka przyjął zasadę progresywnego, systematycznego zapisu, która zdeterminowała i zawęziła jego sztukę do jednego tylko projektu.

             "Roman Opałka, zdjęcie z archiwum artysty, żródło: http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/roman-opalka-2-zdjecie-z-archiwum-artysty/.

      "Obrazy liczone", inaczej "OPAŁKA 1965/1 – ∞"  to cykl płócien, tzw. "Detali", na których Opałka zapisywał następujące po sobie liczby. Początkowo białą farbą, na czarnym tle, a od 1972 roku na tle  rozjaśnianym o 1 procent w każdym kolejnym obrazie, tak aby docelowo liczby zlały się z tłem w biel. Z czasem projekt został poszerzony o zdjęcia zmieniającej się z upływem czasu twarzy autora oraz zapis dźwiękowy momentów, w których kreśląc cyfry wypowiada na głos ich nazwy. Całość  wystawiana w przestrzeniach galerii tworzyła rodzaj sztuki environment. Na ostatnim obrazie znalazła się liczba powyżej 5,2 miliona, nie doszło przy tym do uzyskania całkowitej bieli.

      Wystawa Romana Opałki w Galerii Narodowej w Berlinie, 1994, z archiwum Art Stations Foundation, źródło: http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/wystawa-romana-opalki-w-galerii-narodowej-w-berlinie-1994-1/.

      Koncepcja związania autora z dziełem przez regularną manifestację swojej obecności miała znosić granicę między sztuką i życiem. Artysta dystansował się w swojej postawie w pewnym sensie do sztuki i do świata zarazem, odchodząc w stronę konceptu, scalenia całej swojej uwagi i pojęcia czasu w jedno, z dozgonnym poświęceniem. Przez to, że był obywatelem świata bardziej niż konkretnego kraju, nie rozważał problemów "podrzędnych", nie proponował nowych rozwiązań na czyszczącej się w tym czasie od wpływów politycznych płaszczyźnie sztuki europejskiej. Myślał o sztuce bez kontekstów strategiczno-komercjalnych jako samodzielny kosmopolita tworząc dzieło życia. Odnosił się do tematu przemijania w formie na tyle uniwersalistycznej, że nie tworzył "nowego człowieka", za to w nowy sposób zaczął odpowiadać na swój "własny konkurs", w którym mierzył się sam ze sobą z towarzyszącym hasłem memento mori - pamiętaj o śmierci. Ten dystans i jednocześnie paradoks "życia mówieniem o śmierci" daje się odczuwać w monochromatyczności języka plastycznego, rytmie wyliczanych liczb, a także w wypowiedziach.

      Jak ja zacząłem, byłem względnie jeszcze młodym człowiekiem, później to się kończy pewnym rozczarowaniem; ja to rozczarowanie jakby wyprzedzam, to jest paradoks, ja jestem już jakby w tym rozczarowaniu i zarazem w czarowaniu tego rozczarowania. Jest to odniesienie się do tego, że nic wielkiego nie stworzę, ta świadomość, że nic wielkiego nie stworzę – a tworzę dzieło, którego nikt jeszcze nie stworzył. (...) Robię coś najmniejszego, najskromniejszego, co staje się może jedyną możliwą wartością dzisiaj, przynajmniej w sztuce.

      Lata sześćdziesiąte w sztuce to odchodzenie od kompozycji przedstawiających w malarstwie, które skupiało się na grze geometrycznych form, linii, poszukiwaniach w kolorze, minimalistycznych podziałach płaszczyzn oraz różne formy realizmu nie-socjalistycznego. Rzeźba wykorzystywała motywy cielesne nawiązując do wątków egzystencjalnych, przedmiotami sztuki operowano w sposób krytyczny, rozwijała się sztuka akcji, przestrzeni, ciała. Opałka na tym tle pozostaje jednym z najoryginalniejszych ówczesnych twórców, przez stworzenie indywidualnego programu działania na całe życie i zmaganie się z nim, przez ponad czterdzieści lat. Ukazuje światu tylko kolejne etapy, przewidywalnego zjawiska. Procesualne dzieło Opałki zmierzające do "białego na białym" stanowi w jakimś sensie rozwinięcie suprematyzmu Kazimierza Malewicza dążącego do maksymalnego zredukowana środków wyrazu. Nie zamyka się jednak w ramach obrazu. Czas jest wizualizowany, a obraz konceptualizowany, przylega do życia twórcy równolegle.

      "Obrazy liczone" Romana Opałki tworzą zjawisko, w którym autor permanentnie trwa jako część dzieła zmierzającego ku śmierci, dlatego też nieuchronnie tkwi w niekończącej się tautologii. Narodziny, będąc i tak wyrokiem śmierci dla każdego, w postawie afirmacyjnej określają życie jako zadanie do spełnienia. W pracy Opałki jednak "zanikanie" staje się dziełem i budzi skojarzenie z umieralnią, do której nikt nie chce wchodzić, wówczas, kładąc na szali poświęcenie autora, można zwrócić się w stronę zgodnego pojmwania istnienia.

      Trudno przeprowadzić granicę między sztuką i życiem samego Romana Opałki, który zostaje wciągnięty w zarzewie interpretacji. Wydaje się, że wybór między "żyć by żyć" i "żyć by umrzeć" stanowi jedyne kryterium w patrzeniu na cykl "OPAŁKA 1965/1 – ∞".

       

       

       

      Jagoda Kozon

       

       

      Bibliografia:

      1. Piotrowski P., Awangarda w cieniu Jałty, Wydawnictwo REBIS, Poznań 2005, ISBN 83-7301-422-5.
      2. Roman Opałka, [online] [dostęp: 09.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://culture.pl/pl/tworca/roman-opalka >.
      3. Roman Opałka opowiada o swojej twórczości [online] [dostęp: 09.09.2016]. Dostępny World Wide Web <http://ninateka.pl/audio/roman-opalka-opowiada-o-swojej-tworczosci>.
      4. Roman Opałka, zdjęcie z archiwum artysty [online] [dostęp: 12.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/roman-opalka-2-zdjecie-z-archiwum-artysty/> .
      5. Wystawa Romana Opałki w Galerii Narodowej w Berlinie, 1994, z archiwum Art Stations Foundation [online] [dostęp: 12.09.2016]. Dostępny World Wide Web: <http://magazyn.o.pl/2010/roman-opalka-oktogon-art-stations-foundation-jaromir-jedlinski/#/wystawa-romana-opalki-w-galerii-narodowej-w-berlinie-1994-1/>.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 listopada 2016 21:04
  • poniedziałek, 30 maja 2016
    • Analiza i interpretacja dzieła "Abakany" Magdaleny Abakanowicz

      g76_a441

                                Magdalena Abakanowicz, Abakan Red, 1969, 300x300x350 cm,
                                              photo: courtesy of the Tate Modern London.

       

       

       

      Lata 60- te, kiedy Polska i sztuka budziły się z koszmaru reżimu stalinowskiego, świat zachłysnął się dziełami Magdaleny Abakanowicz. Cykl przestrzennych rzeźb wykonanych z tkaniny zatytułowane "Abakany" powstał na początku tamtych lat. Artystka została za niego nagrodzona złotym medalem na Biennale w Sao Paulo w 1962, co było początkiem jej światowej kariery.

       

      Stan psychiczny ludzi skrzywdzonych przez wojnę wcale nie został uleczony dzięki "społecznym" działaniom Stalina. Tak też czuli się artyści, kiedy swoje rozwiane nadzieje i gorycz wynikającą z poczucia oszukania przez ówczesne władze, prezentowali w swojej sztuce. Zaczęły się ich poszukiwania na temat człowieczeństwa, w które zwątpiło powojenne społeczeństwo. Polscy artyści zagłębiali się w ludzką psychikę, przekraczali granice. Duży wpływ na nich miała pojawiająca się z zachodu sztuka konceptualna lub działania Szapocznikow czy malarskie i rzeźbiarskie abstrakcje. Myślenie nad materią, eksperymenty z formą, trwałość materiałów, z których tworzono, to były najczęstsze tematy poruszane przez artystów w Europie i Ameryce.

       

      Abakanowicz nie ominęła wojenna rzeczywistość, a jej dzieciństwo nie do końca można nazwać beztroskim, mimo tego jej prace nie były krzykiem bólu wymierzonym w społeczeństwo. Niewątpliwe jest to, że przeżycia i doświadczenia wojenne odcisnęły na niej swoje piętno, które artystka przekłada na sztukę. Zastanawia się nad rolą człowieka w sztuce, w tłumie. Myśli nad człowieczeństwem i chociaż przemawia przez jej wypowiedź artystyczną gorzka prawda i pewnego rodzaju krzywda, to jest ona bardziej zaklęta i ukryta niż dosłowna.

       

      Jej Abakany niepokoiły ludzi i drażniły przez swoją nieczytelność i niezidentyfikowaną formę. Budziły lęk i zmuszały do poruszenia obszarów ludzkiej psychiki, od których każdy zdawał się uciekać, by przetrwać w powojennej rzeczywistości. One otaczają widza. Niemal przytłaczają swoją wielkością i przestrzennością. Zmuszają do interakcji. Widz pragnie poczuć tkaninę, z której są zrobione. Czy są ciężkie, czy lekkie? Jakie są w dotyku? Nawet oglądane przez ekran komputera zachęcają do bliższego obcowania.

       

      Artystka już za czasów studiów wyrobiła sobie swoją własną wypowiedź artystyczną. Zdecydowała się na studiowanie na warszawskiej ASP. Zaczęła studia na malarstwie, nie dostając się na rzeźbę, gdyż jej prace profesorowie ocenili negatywnie sugerując, że nie posiada wyczucia formy. Tam dotknęła tkaninę, którą się zafascynowała i znacznie pogłębiała je temat. Bawi się nią. Eksperymentuje.

       

      Abakany to gigantyczne przestrzenne rzeźby, które zrewolucjonizowały sztukę. Tkactwo bowiem dotychczas było uważane za symbol kobiet z bogatych domów, które "dziergały" całymi dniami. Tkanina miała na celu ozdobić wnętrze domu lub kobietę. To, że artystka użyła jej do własnej wypowiedzi artystycznej, szokowało i interesowało. Jej innowatorskie podejście do tego materiału, wydobyły tę dziedzinę rzemiosła ze stanu niełaski. Chociaż być może nie do końca. Artystka wypowiada się, że chociaż Abakany przyniosły jej sławę, to jednocześnie obciążyły, bo zajmowanie się tkactwem zamka drzwi do świata sztuki.

       

      Sama Magdalena Abakanowicz wspomina, że te rzeźby swoją formą mają być również praktyczne. Abakany można zdjąć , złożyć i rozłożyć ponownie. Z dużych monumentalnych rzeźb w jednej chwili można z nich uczynić mały tobołek i przetransportować.

       

      Cykl Abakanów, składa się z "Abakanów Czerwonych", "Abakanów Pomarańczowych" i "Abakanów Brązowych".

       

      Jedne zdają się przytłaczać swoją monumentalnością, wyglądają na ciężkie. Inne - na lekkie. Są mięsiste. Zwisają z sufitu jak jakiś stwór lub poczwarka, która ma się za chwilę przeobrazić w coś niepojętego dla nas. Inne leżą na ziemi rozłożone jak motyl lub stworzenia wodne żyjące na dnie.

      Swoją ciepłą i intensywną barwą nawiązują do natury, także biologii. Do ciepłego wnętrza istot żywych jak np. człowieka. Do wnętrza kobiety, z którego wyszedł na świat każdy z nas.

       

      Ich forma zdaje się przypominać motywy roślinne, które z taką pasją artystka badała na studiach. Niektórzy dostrzegą w nich nawiązanie do kobiecości i jej narządów płciowych. Być może są raną, czasem brudną, czasem ropiejącą lub świeżą, czerwoną jakby przed chwilą zadaną. Rany te są olbrzymie jakby miały pokazać wielkość i powagę szkody, której są efektem.

       

      Każda z tych interpretacji w jakiś sposób nawiązuje do życia lub ciała.

       

      Dzieła te wyrażają pewną niedoskonałość. Można na nie wpłynąć. Zmienić ich formę przez chociażby ułożenie. Tkanina podaje się także wpływowi czasu. Materiał niszczeje znacznie szybciej niż kamień i metal, które są typowymi materiałami dla rzeźby i w dodatku ulega rozkładowi. W ten sposób można założyć, że prace te nawiązują do tematów przemijania z jakimi zmagali się artyści lat 60-tych.

       

      Wszystko zależy od interpretacji. Myślę, że właśnie to jest tak niezwykłe w jej Abakanach. Każdy może dostrzec w nich to, co sam pragnie zobaczyć. Są one czystym odwzorowaniem "złożoności", którą każdy widzi inaczej.

       

      Abakany prócz tego że są cząstką Abakanowicz, są także jej wizytówką. Już na zawsze stały się rozpoznawalne i charakterystyczne tylko dla tej artystki. Są jej dziećmi, które noszą imię od jej nazwiska. Z całą pewnością Magdalena Abakanowicz przeobraziła sztukę . Spotkałam się z określeniem jej jako Pierwszej Damy Sztuki Polskiej. Niewątpliwie jest to najbardziej trafne określenie artystki i tego jaki wywarła wpływ na późniejsze pokolenia artystów.

       

       

       

       

      Klaudia Baśko

       

       

       

      Bibliografia:

       

       

      http://kultura.newsweek.pl/tworczosc-magdaleny-abakanowicz--czyngis-chan-i-terakotowa-armia,105397,1,1.html

      http://www.mapakultury.pl/art,pl,mapa-kultury,29860.html

      http://www.artinfo.pl/pl/blog/relacje/wpisy/magdalena-abakanowicz-abakany-mn-w-krakowie2/

      http://butterfield-reignbeau.blogspot.com/2011/08/magdalena-abakanowicz.html

       

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 maja 2016 12:33

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny