Krytyka Artystyczna

recenzje

  • sobota, 28 stycznia 2017
    • WROCŁAW GRAFICZNIE

      Kultura, sztuka, muzyka, piwo, literatura.... powodów by projektować jest wiele i każdy z nich jest równie dobry. Taki też okazał się być pomysł reaktywacji projektu „Wystawy Wrocławskiej Grafiki Użytkowej”. Idea organizacji tego wydarzenia zrodziła się w 1966 roku, wtedy powstała pierwsza edycja wystawy, miała odbywać się co dwa lata i dokumentować rozwój grafiki użytkowej we Wrocławiu. Niestety plan się nie powiódł, a dwa lata przerodziły się w pół wieku. Pomysł by wykorzystać potencjał lokalnych projektantów powrócił i został zrealizowany przez Fundację 102 jako „25 Wrocławska Wystawa Grafiki Użytkowej”.
      Więcej »

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      sobota, 28 stycznia 2017 14:47
  • wtorek, 24 maja 2016
    • Innowacyjne horror vacui

       

       

      CAM01347

      Fot.Paulina Szkatuła.

       

       

      CAM01350

      Fot.Paulina Szkatuła.

       

       

      SBHC22416052411310Tomasz Pietrek, Kronika towarzyska, Wrocław, 2016, wyd. Domek Miedziorytnika,  s. 21-22.

       

      Od 18 do 30 czerwca 2016 roku mamy możliwość zobaczenia zupełną zmianę przestrzeni wystawienniczej w Domku Miedziorytnika, w której zagościł Tomasz Pietrek. Wystawa ,,Kronika Towarzyska" nawiązuje do współpracy Geta Stankiewicza, a także relacji między autorem prac, a studentami Pracowni Rysunku Zawodowego. Odwołanie się do twórczości profesora to oddanie hołdu, a także refleksja nad łączącymi go więziami. 

      Kontekst miejsca aktualnej wystawy w Domku Miedziorytnika jest bardzo istotny, ponieważ ściśle odnosi się do pracowni, w której tworzył i żył prof. Get Stankiewicz. Przyjazny stosunek ucznia do mistrza odwzorowuje np. fakt sąsiadujących ze sobą wystaw. Tydzień przed wernisażem Tomasza Pietrka miały miejsce urodziny Geta i związana z tym wydarzeniem ekspozycja plakatów artysty. 

      Autor ,,Kroniki Towarzyskiej" zaprojektował efemeryczną wystawę, która przypomina wielkoformatowy szkicownik artysty. Syntetyczne, portretowe szkice stały się motywem przewodnim Pietrka. Linearne portrety idealnie oddają charakter postaci, czyli to, co w ujęciu twarzy najistotniejsze. Najważniejsze dla artysty to próba wydobycia odrębności. Nie chodzi tutaj o idealizację, czy wydobycie piękna, wręcz przeciwnie. To ciągłe poszukiwanie indywidualizmu, a także odzwierciedlenie cech osobowości, które rysują się jak znaki na każdej twarzy. Nie zapominajmy również, że ,,Kronika Towarzyska" to przegląd postaci dobrze znanych autorowi. Wielokrotne portrety Geta Stankiewicza, a także studentów Pracowni Rysunku Zawodowego są dowodem głębokich więzi. Swoboda wypowiedzi, którą posługuje się autor, a także brak ograniczeń formalnych jest zapewne kolejną wypadkową współpracy podejmowanej razem z Getem.  

      Niewielkie pomieszczenie wystawiennicze zostało skrzętnie zagospodarowane. Powierzchnia Domku Miedziorytnika zmieniła się w jedną rozległą pracę. Autor zaproponował bardzo ciekawy system wystawienniczy. Każdy centymetr powierzchni Domku Miedziorytnika stał się idealnie przemyślaną kompozycją. Podłoga, drzwi, okna zostały zasłonięte pracami. ,,Kronika Towarzyska" to osobliwy brak podziałów, w których prace wyswobodzono z dotychczasowych reguł tam obowiązujących. Występuje tutaj wyraźna swoboda, w której dominuje syntetyczność wypowiedzi. Rodzaj udziwnienia i zderzenia różnych czynników przeciwstawnych, takich jak realizm i brzydota przywołuje na myśl groteskę. Mamy do czynienia ze swoistym ,,horrorem vacuis'', w którym przejawia się tendencja do tworzenia dekoracji zapełniających całą powierzchnię obiektu. Brak pozostawienia tła jest częstym motywem spotykanym np. w sztuce islamu i baroku.  

      W kontekście ekspozycji  klasycznych rysunków, można śmiało zaznaczyć innowacyjność i nowatorstwo wypowiedzi. Uczestnik wystawy nieświadomie ingeruje w dzieło, z każdym krokiem zostawiając na powierzchni swój ślad. Jest to działanie mające na celu stopniową destrukcję. Świadoma degradacja własnych prac to dążenie do swoistego piękna. Brzydota stała się odrębną kategorią estetyzacji, w której podniosła się wartość ekspresywna rysunku. Postępowanie czernienia było już wcześniejszym wspólnym zamysłem prof. Geta Stankiewicza i Pietrka. W 2011 roku proces ten miał miejsce również podczas wystawy Black Faces/Meeting/Movement w Museum der Fotografie Görlitz. Na skutek śmierci Stankiewicza przebieg czernienia jednak nie został dokończony. 

      Naruszenie tradycyjnej formy wystawienniczej owocuje niesztampową wystawą, przyciągającą uwagę wielu widzów. Estetyzacja inspirującą ornamentyką horror vacui, w której występuje wyraźny lęk przed pustką, stała się dla mnie niebanalnym motywem przewodnim. Po latach Tomasz Pietrek odważył się na wznowienie koncepcji gestu destrukcji, któremu towarzyszy samodzielna deformacja.  Zmuszająca do refleksji jest także intrygująca, metamorfoza, miejsca. Wystawie asystuje definitywna zmiana wizerunku Domku Miedziorytnika, wpływająca korzystnie na odświeżenie przestrzeni wystawienniczej.  

       

       

      Paulina Szkatuła

       

       

      Wystawa Tomasza Pietrka ,,Kroniki Towarzyskie'' w Domku Miedziorytnika.

      Wernisaż wystawy: 18.06.16 r.

      Czas trwania wystawy: 18.06- 30.06.16 r.

       

       

      Bibliografia: 

      Tomasz Pietrek, Kronika Towarzyska, Wydawca Domek Miedziorytnika, Wrocław, 2016 

      http://tomaszpietrek.com/drawing 

      http://tomaszpietrek.com/black-faces 

      http://www.asp.wroc.pl/?module=News&controller=Read&action=news&id=10264 

      Agnieszka Kołodziejczak, Zarys Problematyki pojęcia destrukcji. Dialektyka destrukcji i konstrukcji na przykładzie rozważań Waltera Benjamina i działań ruchu Dada, Estetyka i Krytyka 17/18 (2/2009–1/2010) , dostępny w Internecie: 

      http://estetykaikrytyka.pl/art/17-18/eik_17-18_14.pdf 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 12:35
    • „Raj utracony w różnych perspektywach” – wystawa studentów I roku Akademii Sztuk Pięknych

       

      Pierwsze skojarzenie odnoszące się do słowa „raj” jakie przyszło mi na myśl to obraz dostatku, szczęścia, nieziemskiego niezmierzonego dobra i serdeczności, wolności, swobody. Myślę, że każdy ma swój prywatny raj, bądź wybraną jego wizję. Raj został utracony jak wiemy z biblii z powodu owocu grzechu, który zerwała Ewa. Domyślnie traktujemy owy owoc jako jabłko zerwane z drzewa. Jest to więc symbol grzechu, nieodpowiedzialnego uczynku, który pociąga za sobą szereg konsekwencji oraz karę jaką każdy z nas ponosi za nieposłuszeństwo.

      Ten wstęp odnosi się do niedawnej wystawy, która ukazała się w Galerii Postument w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu na Placu Polskim. Wernisaż wystawy odbył się 12 kwietnia, a autorami, których prace zostały zaprezentowane to studenci I roku kierunków Rzeźby, Konserwacji i Rekonstrukcji Ceramiki i Szkła, Malarstwa, Sztuki i Wzornictwa Szkła. Wystawa odbywała się w ramach zajęć Historii Sztuki i Kultury jak co rok pod okiem Dr Aleksandry Maksymiak. Trwała pełny miesiąc – szczęśliwi ci którzy mogli ją zobaczyć. Dodam, że kuratorami były również osoby z kręgu Akademii, mianowicie studenci V roku Mediacji Sztuki - Ivanka Berchak, Ignacy Oboz i Anna Szczerba pod kierunkiem Magdaleny Skowrońskiej.

      Nie mogę oprzeć się, aby nie zacząć od ogromnej wielkości kolorowanki, która zawisła na ścianie galerii. Zwróciła moją uwagę w pierwszej chwili. Jej autorami byli studenci kierunku Malarstwa. Dla tej grupy osób interpretacją raju utraconego było dzieciństwo, kiedy to jesteśmy beztroscy, niczym niepochamowani, najmniej jeszcze osaczeni rzeczywistością, po prostu szczęśliwi. Każdy z nas pamięta bez najmniejszego problemu ten czas lub jakieś jego elementy, czuje tę odległą wolność, bezpośredniość słów, gestów, ulgę. Nie wyobrażam sobie dziecka bez kredki, chociażby jednej lub ołówka bądź chociażby patyka, którym może kreślić na piasku swoje luźne myśli kształty i skojarzenia. To przedmioty, które każdy z nas miał w posiadaniu. Przy tych narzędziach kartka, bądź właśnie kolorowanka. Współcześnie słyszymy również o kolorowankach dla dorosłych, które mają pomóc się zrelaksować i odprężyć oraz oderwać się na krótką chwilę od rzeczywistości. Ten właśnie sposób zastosowali Studenci Malarstwa  zawieszając ogromną kartkę, wzór do kolorowania dla odwiedzających wystawę bądź gości Akademii. Umieścili na niej jabłka jako zabieg wyboru dokonania grzechu. Pokolorujesz czy zostawisz kontur? Złamiesz zakaz czy uszanujesz wolę? Wybór należy do Ciebie. Ja osobiście zostawiłam miejsce dla innych, mimo że projekt bardzo mile i pozytywnie mnie zaskoczył. Fakt ten, również w pewien sposób zastanowił mnie. Nie mamy czasu na kredki? Nie mamy czasu na raj.

      Fot. Ewa Gołojuch, Ivanka Berchak, Ignacy Oboz i Anna Szczerba.

      Kierunek Rzeźby przedstawił trzy wizje połączone właściwie w instalację, która składała się z płaskorzeźby, śladów stóp oraz rzeźby postaci. Te trzy elementy miały pokazać proces dorastania i utracenia raju łona matki, w którym jest nam najbezpieczniej, co moim zdaniem się udało. Płaskorzeźba przestawiała łono matki w kształcie białego czystego jabłka, kiedy to nie mamy zmartwień, nic nie jest ważne. Kiedy nagle raj zostaje utracony wraz z opuszczeniem łona matki i stopniowym dorastaniem zostajemy wystawieni na doświadczenie lęku i zła. Ślady stóp mają symbolizować właśnie przejście przez dorosłe życie, samodzielność, trud i pokonywanie rzucanych nam niczym kłody pod nogi przeszkód. Ślady doprowadzały nas do rzeźby postaci, która skulona trzymała w dłoni balony z ważnymi dla nas wartościami jakimi są miłość, pokój, przyjaźń, bezpieczeństwo. Sama rzeźba zainspirowała mnie i pobudziła moją wyobraźnie swoją prostotą. Podczas wernisażu do rzeźby podeszła postać w czerni odcinając sznurek każdej z wartości. Była to personifikacja grzechu. Dla mnie także uosobienie śmierci wartości i właśnie tego szokująco szybkiego momentu utracenia osobistego raju bądź jego składowych cząstek.

      Kierunek Sztuki i Wzornictwa Szkła urzeczywistnił raj utracony używając prostych materiałów takich jak szkło i metal. Szklane jabłko ma symbolizować cierpienie i ból jaki zaczęliśmy odczuwać po dokonaniu grzechu. Silne skontrastowanie delikatnego szkła i ciężkiej masywnej klatki wpłynęło na mnie dość mocno. Klatka miała symbolizować konsekwencje dokonanych czynów. Niewątpliwie studenci I roku Sztuki i Wzornictwa Szkła wpłynęli na moją wyobraźnie, nie tylko skontrastowaniem narzędzi jakimi się posłużyli, ale samą dekoracyjnością obiektu, który świetnie wpisał się w otoczenie Galerii. 

      Całość wystawy bez dwóch zdań zasługuje na słowa uznania i gratulacji dla tak młodych twórców. Całość wystawy według mnie idealnie współgrała z wszechobecnie wiszącymi bądź leżącymi jabłkami. Utracenie raju i chęci studentów przywrócenia go bądź przywołania związanych z nim wartości poprzez sztukę zaliczam do jak najbardziej udanych i skrupulatnych. W prosty sposób pokazali wiele ważnych aspektów życia, przemijania. Poprzez swą zwięzłość w temacie odbiorca przechodzący przez galerie mógł w szybkim czasie doświadczyć i dojrzeć istotę raju utraconego splatającego się w spójną całość połączoną ze współczesną interpretacją twórców.

      Ewa Gołojuch

       

      Wystawa "Raj Utracony", Galeria Postument.

      Wernisaż wystawy - 12.04.2016r.

      Czas trwania wystawy - 12.04. - 05.05.2016r.

       

      Bibliografia:

      http://www.asp.wroc.pl/?module=News&controller=Read&action=news&id=10174

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 12:28
    • Wydrapany „Wstyd” – kontemplacja ciała kobiety w konfrontacji z autorskim punktem widzenia artysty

       

       Wystawa, która zainteresowała mnie swoją nieprzeciętnością nosi tytuł  „Wstyd”. Autorem cyklu fotograficznego jest Rafał Michalak specjalizujący się w portrecie kobiecym szeroko rozumianym. Na wystawie przedstawionych zostało kilkanaście szarych fotografii w formacie 50cm x 70 cm oprawionych białym passe-partout. Każda fotografia nosi na sobie piętno, naruszenie formy, znak, za wyjątkiem jednej, której jak twierdził autor „Nie trzeba było destruować, ona sama w sobie siłą emocjonalną niszczy wszystko…” oraz pierwszej początkowej inspiracji. Artysta urodził się w 1971r. mieszka i pracuje we Wrocławiu zajmując się sztuką. Aktualnie szlifuje swoje umiejętności studiując Fotografię i Multimedia na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Zajmuje się fotografią reklamową i komercyjną, ale także tworzy fotografię autorską, do której właśnie przynależy cykl „Wstyd”.

      Tytuł fotografii jest dopełnieniem samej wystawy. Nie jest to bezpośrednia informacja dla odbiorcy. Wstyd występuje tu jako uczucie panujące podczas pracy twórczej, jako pokonanie pewnych barier, przeszkód. Ma się to odnosić nie tylko do każdej z przedstawionych na wystawie fotografii, ale także do schematów nas wszystkich dotyczących. Przekaz ten dotarł do mnie w chwili, gdy autor przedstawił punktowo na czym polegała jego praca i sam przebieg. Była to ścisła współpraca, mediacja między fotografem, a modelką. Za większością zdjęć kryje się pewna historia, jaka? Na to pytanie możemy odpowiedzieć sobie sami stając twarzą w twarz z wybraną postacią. Wstyd, który dostrzegłam na tej wystawie to też reakcja samego obserwatora, która wcześniej towarzyszyła pracy twórczej i warsztatowej. Stając w roli obserwatora, niewątpliwie odczułam pewien rodzaj zakłopotania, że oto przede mną w liczbie mnogiej widnieje nagość niczym nieskrępowana bądź zupełnie odwrotnie, schowana, próbująca zakryć mankamenty swojego ciała i duszy. Myślę, że każdy z odwiedzających wystawę poczuł się w pewnym momencie tak samo.

      Same fotografie są eksperymentem i w pewnym rodzaju przedsięwzięciem performatywnym, a także badaniem. Odnajdywaniem piękna ludzkiego ciała, samej jego materii. Kobiety przedstawione przez Michalaka nie zawsze są typowym współczesnym ideałem piękna, czyli szczupłymi, młodymi w szczytowej formie istotami. Jednak piękno postrzegam szerzej, każde ze zdjęć jest pewną indywidualną opowieścią. Zdjęcia te są dla mnie wynikiem owego badania i współpracy artysty z modelką. Ich wspólnym czasem jaki na to przedsięwzięcie poświęcili z pełną świadomością późniejszego wykorzystania. Warto zwrócić uwagę na dwa zdjęcia odosobnione od reszty. Jak wspomina autor jedno z nich, jest inspiracją do dalszej pracy. Drugie jest tym samym w sobie „zniszczonym”.

      Jeśli chodzi o performance i uzasadnienie jakie artysta zawiera w pojęciach odnoszących się do wystawy w zupełności się zgadzam. Ważna w tym aspekcie jest informacja o warsztacie pracy. Chodzi mianowicie o przebieg naruszania estetyki zdjęć, ich pierwotnej formy. Autor wyrzuca swoją dziką frustrację nanosząc na fotografie czerwoną farbę, która przypadkowo bądź nie przybiera kształt krzyżyków. Wydrapuje na nich różne części ciała, oczy. Odnoszę wrażenie, że cała wystawa skupia się na skrajnym pokazaniu wstydu bądź zupełnym wyzwoleniu i przyznaniu się do własnego „ja”. Skrywaniu i odsłanianiu. „Jestem tutaj” i odmienne „próbuje zasłonić siebie”. Niewątpliwie każdy z nas ma momenty w życiu, w których tego doświadcza. Przy tym wszystkim rola kobiety, która historycznie narażona jest na spotęgowany wstyd, nieśmiałość. Czuję poprzez te fotografie linearny przebieg wyzwalania się. W dzisiejszych czasach kobieta nieco zyskuje na wartości, zostaje nieco bardziej doceniona, dopuszcza się ją do głosu.

      Fot. Ewa Gołojuch, Galeria Kino.

      Wystawa autorstwa Michalaka zasługuje na wniknięcie w istotę i wagę jaką za sobą niesie. Temat niewątpliwie ciekawy i intrygujący, szczególnie dziś kiedy kobieta niejednokrotnie jest produktem korupcyjnym. Jednak tu widzimy piękno, przesyt emocji – tych negatywnych jak i pozytywnych. Technicznie zdjęcia są wyrażone bardzo dobrze kompozycyjnie z dodatkowym naruszeniem formy. Układ linearny podkreśla według mnie aspekt historyczny co wzmacnia przekaz nie tylko emocjonalny, ale także konceptualny. Artysta wyraził tym samym swoją potrzebę poznania bytu kobiety przekazując ją w postaci fotografii odbiorcy, który sam może poprowadzić dialog z kobietami na nich przedstawionymi.

      Ewa Gołojuch

       

      Wystawa w Galerii Kino pt. „Wstyd” autorstwa Rafała Michalaka.

      Wernisaż wystawy 7.04.2016r.

      Czas trwania wystawy - 7.04 - 8.05.2016r.

       

       

      Bibliografia:

      http://galeriakino.pl/rafal-michalak/

      Notka okolicznościowa opisująca wystawę - L’origine de la honte, autorstwa Agnieszki Bandury

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      wtorek, 24 maja 2016 12:06
  • niedziela, 22 maja 2016
    • Sztuka tworzona przez naturę

       

      IMG_4634 fot. Paulina Szkatuła

       

       

      Domek Romański we Wrocławiu przygotował na przełomie marca i kwietnia zestaw bardzo nietypowych prac. Autor wystawy – Marek Jan Karaś skomponował dla widza cykl fotografii pt.,,Fotosynteza", nawiązując wnikliwie do samego procesu powstawania zdjęć. Kolekcja nietypowych liści okazała się jednocześnie efemerycznym nośnikiem fotografii. 

      Artysta w ten sposób opisuje swoją technikę i pracę: „Wykorzystuję właściwości chlorofilu reagującego na światło. Rozpoczynam od wyboru odpowiedniego liścia spośród tych, które znajduję w lesie, w parku, na skwerze miejskim, w ogrodzie. Liście drzew najlepiej zrywać w ciągu dnia przed południem. Te, zrywane na wiosnę, są szczególnie wrażliwe na światło słoneczne. Umieszczam pozytyw zdjęcia na liściu, a następnie dociskam szybą i eksponuję na słońcu przez kilka dni. Czas naświetlania uzależniony jest od rodzaju liścia, temperatury i pory roku. Obraz powstaje w czasie od trzech do trzydziestu dni w wyniku zatrzymania procesu fotosyntezy." 

      Karaś mógł śmiało nazwać swoje prace ,,Natura we mnie" bądź ,,Moje postrzeganie natury", mianował je jednak ,,Fotosynteza" wychodząc tym samym poza granice indywidualizmu i subiektywnego postrzegania, na rzecz oddania hołdu naturze. Warto zauważyć, że autor łącząc swoje zdjęcia z przyrodą, zatroszczył się również o odpowiedni okres trwania wystawy. 13.03 - 16.04 jest bowiem najważniejszym etapem rozkwitu roślin. 

      Ekspozycja jest próbą odpowiedzi na pytanie, czym dla człowieka jest dzisiaj natura ? Czy ludzie potrafią docenić jej piękno ? 

      We współczesnym pokoleniu funkcjonuje narzucone tempo życia, które skutkuje bardzo szybkim przemęczeniem. Tęskniąc za naturą, wyjeżdżamy na wakacje, aby zaznać chwile odpoczynku i relaksu. Chłoniemy wtedy piękno,  wsiąkamy jego esencję.  W podobny sposób działają na nas prace Karasia- uspokajająco.  

      Zabiegany wrocławianin, wpadając mimochodem na wystawę, ma możliwość zetknięcia ze światem wykreowany oczami Karasia. W tych pracach dominuje precyzja, spokój, harmonia, równowaga. Mamy tu do czynienia z odskocznią od rzeczywistości. Dzisiejsza cyfryzacja definitywnie zdominowała pracę manualną, dlatego wszelkie przejawy braku mechaniczności są na wagę złota. W dobie cyfrowych mediów rzadko dotykamy wywołanych zdjęć, wolimy je oglądać natychmiastowo na ekranach laptopów i telefonów. Interesuje nas nie indywidualizm, a błyskawiczność, dostępność i aktualizacja informacji. Autor ,,Fotosyntezy" zauważa to niepokojące omamienie technologią i oddaje cześć nowemu środkowi przekazu, jakim stał się prozaiczny liść. Zmieniając tak drastycznie nośnik fotografii, Karaś skłania widza do zastanowienia się nad problemem globalnej cyfryzacji. 

      Liść dla niektórych ,,śmieciowy", należący do dzieci, bo przecież tak infantylny, nikomu niepotrzebny. Sentymentalny, przywołujący wspomnienia, a więc ważny. Nie można jednak odmówić piękna jesiennym kolorom na liściach, przyozdabiającym październikowe drzewa. 

      Niejednokrotnie człowiek popada w pewne skłonności i rozmiłowania. Są to często namiętności, do których ludzie czują słabość. Zaangażowanie Karasia w tą działalność, zaowocowała wypielęgnowaniem w sobie odmiennych kryteriów estetyki. Fotografia powstająca na roślinach to połączenie eksperymentu, z dziecięcym upodobaniem do kolekcjonowania jesiennych okazów. Ślady, kropeczki, kolor, kształt, faktura - każdy przygląda się z bliska, chce dotknąć, doświadczyć. Ponad to, wszystkie te środki wyrazu dodają wyrafinowania i wpływają na odbiór każdego ze zdjęć. Myślę, że w tym wypadku, kiedy kontur bywa tak delikatny, że prawie niewidoczny, to fotografie stanowią właściwie dekorację dla liścia. Najpiękniejsze jest dla mnie  to, że ingerencja człowieka w to przedsięwzięcie jest minimalna. Autor odnosi się do roślin z odpowiednim szacunkiem, nie naruszając struktury rośliny. Artysta nie jest nigdy pewny jakie będą rezultaty. Można śmiało stwierdzić, że natura sama tworzy sztukę na własnych, nikomu nieznanych zasadach. Wystarczy zmiana pogody, zachmurzenie, które wpłynie na intensywność naświetlania zdjęcia. Cykl ,,Fotosynteza" to odpowiednio wyselekcjonowany zestaw, stanowiący osobliwy zielnik- niepowtarzalną wizytówkę dla autora. 

      Autor składnia odbiorcę do zastanowienia się nad problematyką przemijania. Samo w sobie tworzywo jest przecież ulotne, nietrwałe. Nawet jeśli liście zostały uprzednio wysuszone i spreparowane, to jednak ich tkanka jest bardzo krucha. Prawdopodobieństwo zdominowania sztuki przez naturę jest tutaj definitywne. Biologia kiedyś dosięgnie tych zdjęć, w sposób nieodwracalny, można śmiało pokusić się nawet do przepowiedzenia rozpadu. Autor mimo tych nieudogodnień świadomie kreuje swój zamysł. Jest to zabieg, który może być  postrzegany jako kategoria estetyczna. Ta jedna myśl przywołuje następną, efemeryczność pozostanie wyróżnieniem dla wybranych pokoleń, które będą mogły podziwiać fotografie na liściach. 

      Prace Karasia niezwykle trafnie odzwierciedlają ideę recyklingu. Czy to nie wspaniałe, kiedy człowiek potrafi podnieść do rangi sztuki materię wytwarzaną przez naturę ? Tworzywo tak dobrze znane, a jednocześnie wyrafinowane. W podobnej konwencji tworzy brytyjski artysta Andy Goldsworthy, który zajmuje się rzeźbą i fotografią. Autor nawiązuje do nietrwałości oraz ekologii, swoją artystyczną działalność opiera na niezwykłym szacunku do przyrody. Lasy są przecież pochłaniaczem dwutlenku węgla, a przede wszystkim dawcą tlenu.  Goldsworthy adoruje przestrzeń przyrody, w której znajduje potrzebne tworzywo do swojej sztuki. W naturalnym otoczeniu dla danej materii, buduje instalacje - rzeźby, oddające hołd naturze. 

      Karaś to artysta wciąż poszukujący nowych środków wyrazu. ,,Fotosynteza" jest dojrzałym przykładem pracowitości autora, która owocuje wysmakowanym zestawem prac. Efemeryczność połączona z recyklingiem wzbudza zainteresowanie wielu odbiorców. Wystawa zachęcała wrocławian samą witryną Domku Romańskiego. Wspaniałe okazy liści pełniły tam funkcję dekoracyjną, stały się witrażami.  

      W pracach zauważałam autora, wnikliwego obserwatora przyrody, który bez wątpliwości odnosi się do niej z odpowiednim szacunkiem. Zaprzyjaźniony z matką naturą, kształtuje osobliwą wrażliwość na piękno. Jest to pewnego rodzaju więź, która zobowiązuje go do oddania hołdu przyrodzie.   

      Zwróciłam uwagę także na kilka liści, które nie posiadały ramy ze szkłem, były więc bezpośrednio przyczepione do ściany. To doświadczenie wspominam bardzo pozytywnie, mogłam z bliska zobaczyć strukturę roślin, a także rozjaśnienie spowodowane słońcem. Myślę, że brak oddzielającej szyby przybliżył widzowi proces powstawania. Kurtyna narzuconej ekspozycji opadła i dzięki temu odbiorca rozwiał wszelkie wątpliwości. Ten zabieg wprowadził wyraźną zmianę, kiedy mogłam znaleźć się nie w galerii, a w pracowni artysty. 

       

       

       

       IMG_46321

       fot. Paulina Szkatuła

       

       IMG_46544

        fot. Paulina Szkatuła

       

       

      Paulina Szkatuła

       

       

      ,,Fotosynteza" w Domku Romańskim.

      Wernisaż wystawy: 17.03.2016, godz. 17.00.

      Czas trwania wystawy: 17.03 - 16.04.2016.

       

       

      Bibliografia: 

      Andy Goldsworthy - Two Autumns, dostępny w Internecie:  

      https://www.youtube.com/watch?v=zz14M_pbzdU 

      Andy Goldsworthy - Environmental artist, dostępny w Internecie: 

      https://www.youtube.com/watch?v=LP_-P7ZcWZU 

      Tamara Książek, Ogrody Sztuki, Format, 2015, nr 71, s,.104-106. 

      Thomas Riedelsheimer, Rivers and Tides, dostępny w Internecie: 

      https://www.youtube.com/watch?v=njbYDlIguDw 

      http://www.designboom.com/art/new-intricate-cut-leaf-art-by-lorenzo-duran/ 

      http://www.lorenzomanuelduran.es/español/hoja/2011-2012-hoja-cortada/ 

      http://www.fragile.net.pl/home/odbicia-natury-„mocne-stapanie-po-ziemi-w-katowickim-bwa/ 

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      aspwroclaw
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 maja 2016 23:13

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny